Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

KILKA SŁÓW O KARMIENIU NATURALNYM

SHARE
, / 1287 4
Na wstępie od razu chciałam zaznaczyć, że jestem matką karmiącą, sama tego chciałam i zdaje sobie sprawę jakim dobrodziejstwem jest mleko matki dla dziecka, ale… No właśnie jako kobieta nie bardzo czułam że mam wybór, a jako już matka karmiąca mam wrażenie że wiele rzeczy zostało przemilczane.
Jak zaszłam w ciąże wielokrotnie zadawano mi pytanie (a raczej twierdzenie): „Oczywiście będziesz karmić piersią?”. Odpowiadałam że chcę, ale nie wiem jak się wszystko potoczy… standardowy komentarz: „Jak matka chce to pokarm zawsze się znajdzie”. Potem było już tylko gorzej, wszędzie tylko karmienie piersią jest najlepsze, bo nic nie kosztuje, bo wygodnie, bo schudnę szybciej (i prawie się z tym zgadzam). Szpital promuje i wspiera karmienie naturalne, a w szkole rodzenia przy szpitalu zajęcia z karmienia poświęcone były zaletom karmienia naturalnego, ani słowa o sztucznym. Trochę lepiej w Internecie i gazetach dla rodziców, tam już co nieco o karmieniu mlekiem modyfikowanym poczytasz.
Cała ta propaganda o naturalnym karmieniu, acz zrozumiała, bardzo mnie irytowała w ciąży. Ogarniało mnie przerażenie, że jak z jakiegoś powodu nie będę mogła karmić po urodzeniu, to będę się czuła jak wyrodna matka, która nie chce dziecku dać to co najlepsze. Szczerze współczuje kobietą, które z różnych powodów nie chcą karmić naturalnie… czy aby na pewno mają wybór? Ja nie miałam. Po porodzie położna przyłożyła mi małego do cycka i nic nie miałam do gadania – na szczęście chciałam tego, ale miło by było gdyby mnie ktoś najpierw zapytał.
Inną sprawą jest to, że każdy kij ma dwa końce i przy tych wszystkich „za” przy karmieniu naturalnym mało kto wspomina o wadach, a przy karmieniu sztucznym bagatelizuje się zalety. Czy z tą wiedzą co mam teraz zdecydowałbym się na karmienie piersią – na pewno tak, ale łatwiej by mi było poradzić sobie z pewnymi rzeczami, a co za tym idzie szybciej cieszyć się z tego daru natury. Kilka słów na temat wad, a raczej trudności przy karmieniu piersią, bo zalety są szeroko znane:

– na początku to cholernie boli (przynajmniej mnie przez jakiś pierwszy miesiąc), za każdym razem jak mały korzystał z tego osobliwego baru mlecznego, czułam się jakby mi ktoś tysiąc igiełek w piersi wbijał. Na szczęście z czasem minęło, ale ile mnie to nerwów kosztowało… czy to nie jakieś zapalenie czy infekcja?
– poranione brodawki, w szpitalu specjalistka od laktacji na pytanie jak mam tego uniknąć odpowiedziała mi, że tak po prostu musi być, bo mały uczy się dopiero ssać i jest to nowość zarówno dla niego jak i dla mnie
– nawał pokarmu, wszyscy o tym mówią, tylko mało kto jak sobie z tym poradzić. Mnie dopadł w trzeciej dobie (byłam już w domu), a trwał pięć
– zapalenie piersi, zator pokarmu, infekcja grzybicza – na szczęście wszystko mnie ominęło (chociaż nieraz podejrzewałam), ale łączę się w bólu z innymi mamami.
– bar mleczny 24 h przez co najmniej 4 miesiące i nikt inny cię w tym nie wyręczy🙂, oczywiście z drugiej strony to piękne że to maleństwo jest od ciebie w takim sposób uzależnione, no ale trzeba się pogodzić z nieprzespanymi nocami. Zawsze co prawda można odciągnąć pokarm, aczkolwiek nie jest to taka prosta sztuka. Odciąganie ręczne to moim zdaniem porażka, jest dobre jak chcemy dziecku podać witaminy, ale jak potrzebujemy większa ilość pokarmu to zajmuje to strasznie dużo czasu. Bogu dzięki  – ktoś wymyślił laktatory.
– „wygoda” – niby tak, nie ma butelek, mleko ma zawsze taką samą temperaturę i wszędzie dziecko nakarmisz, gorzej niestety jest z komfortem tego karmienia zarówno matki jak i dziecka. O tyle co w różnych miejscach publicznych jest kącik dla dziecka to już z matką karmiącą jest gorzej. Kobieta karmiąca dziecko jednak raczej wzbudza wciąż sensacje, a z maluchami tak bywa, że na jakiś wyjściach chcą jeść w najbardziej nieodpowiednim momencie. Dla mnie jest to chwila intymna, więc i tak wszystko planuje tak żebym mogła komfortowo dziecko nakarmić, tego problemu nie ma z butelką.
– rozstępy, utrata jędrności po skończeniu karmienia, to pierwsze mnie ominęło to drugie jeszcze nie wiem 🙂, ale doświadczenia koleżanek potwierdzają że się zdarza.
– drobne problemy, które nie spotykają każdego: za mało pokarmu, za dużo, dziecko nie umie ssać.

W świetle tego, karmienie butelką nie wygląda tak strasznie, a raczej zbawiennie. Z wyjątkiem większych kosztów i wiecznego czyszczenia butelek, z dzisiejszymi mlekami modyfikowanymi, podgrzewaczami, termo-opakowaniami z przygotowaniem nie ma wiele zachodu, wiemy dokładnie ile nasze dziecko zje i bliscy mogą nas w tym wyręczyć. No ale wiadomo, że jako matka chcę dla mojego bobasa jak najlepiej i jestem skora do wszelkich poświęceń🙂 więc bez wahania wybrałam karmienie naturalne.

promocja mleka enfamil 1200