Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

DIETA MATKI KARMIĄCEJ

SHARE
, / 3718 4
Jak tylko dowiedziałam się że jestem w ciąży szybko przewartościowałam swoje żywieniowe priorytety, w końcu musiałam teraz dbać nie tylko o siebie. Skończyły się, więc wyjścia do pracy bez pożywnego śniadania, trzymałam reżim 5 posiłków dziennie i objadałam się owocami. Przestudiowałam, co można jeść w ciąży a czego trzeba unikać i dzielnie 9 miesięcy „zakazów” przestrzegałam. Kiedy maleństwo pokazało się już na świecie trochę odetchnęłam z ulgą, koniec z ograniczeniami. Tak mi się przynajmniej wydawało…

Po powrocie do domu, pierwszy rodzinny obiad, pieczony przyprawiony kurczak na stole i jeden bladziutki kawałek, jak się szybko okazało dla matki karmiącej🙂, której nie wolno jeść nic przyprawionego jak mnie poinformowano. Myślałam, że się rozpłaczę, wiedziałam, że powinnam uważać na to, co jem, ale, w jakim stopniu. Jak tylko mały drzemał, zaczytywałam się jak powinna wyglądać dieta matki karmiącej. I czytałam, a im więcej czytałam tym mniej wiedziałam i nasuwało mi się tylko jedno pytanie: „Co ja właściwie mogę jeść?” Niewiele, nie można przyprawiać, jeść czosnku, bo zmienia to smak mleka, nic, co wzdyma żeby dziecko nie dostało kolek no i całej listy produktów, które mogą wywołać alergię. Zawsze jednak jest druga strona medalu, przeglądając „literaturę” natrafiałam na zgoła odmienne poglądy. Ponoć dziecko poznaje smaki już w brzuszku mamy, jeśli ta podczas ciąży spożywa np. dużo czosnku to jest to smak dziecku znany, więc później nie jest on zaskoczeniem podczas karmienia. Przypomniałam sobie również zajęcia na szkole rodzenia, na których położna mówiła, że naukowo dowiedziono, że to, co zje mama nie może wywołać alergii u dziecka. Teorie tę poparł mój znajomy lekarz, twierdząc, że jedzenie, które spożywa matka przechodzi tak wiele procesów zanim stanie się mlekiem, że nikłe szanse są na wywołanie alergii u bobasa. Wielu ekspertów uważa również, ze nie ma potrzeby stosowania, tzw. diety eliminacyjnej u matki, jeśli dziecku nic się nie dzieje. Często też złej diecie mamy przypisuje się powstawanie kolek u dziecka, ale równie często mówi się o złym sposobie jedzenia przez bobas, zbyt dużej dawki emocji w ciągu dnia czy zdenerwowaniu rodziców. Medyczna definicja kolki to ból brzuszka przez trzy tygodnie w godzinach popołudniowych przez około trzy godziny, to rozumiem, że ta biedna mama musiałyby przez trzy tygodnie grochówkę jeść🙂, żeby to z tą kolką powiązać. I bądź tu mądry…
Mocno sprawę przemyślałam i podjęłam decyzję, w sprawach żywieniowych kierować się będę jedną zasadą: „zachować umiar i obserwować”. I takim sposobem nic sobie nie odmawiałam, ale niczym się też nie objadałam w dużych ilościach. Przez okres karmienia tylko i wyłącznie piersią, nie miałam problemu z kolkami, zaparciami, alergiami, wysypkami, a mały ani razu piersi nie odmówił. Jednak nie brakuje opowieści innych mam, które uważają, że to, co jadły przysporzyło im problemów różnego rodzaju. Nawet moja mama opowiadała mi jak to mi tyłek poszczypało jak objadła się gruszkami🙂, mnie gruszki też się zdarzało jeść, ale w ilości max. jedną dzienne. Ile mam i dzieci tyle różnych doświadczeń. Swoją zasadę stosowałam z powadzeniem i dalej stosuję, bo dalej karmię, chociaż już nie tak rygorystycznie, gdyż karmień jest znacznie mniej, ale efekty takie same. Ostatnio wyczytałam nawet, że im dłużej karmi się naturalnie tym mniejsze ryzyko alergii u dziecka. Jestem jednak świadoma tego, że u każdego może być inaczej, polecam jednak stosowanie tej zasady, łatwo wychwycić przyczynę problemów dzięki obserwacji, a dzięki umiarowi można uniknąć obłędu🙂.