Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

KOJEC – WIĘZIENIE CZY SALA GIMNASTYCZNA

SHARE
, / 1760 0
KOJEC – WIĘZIENIE CZY SALA GIMNASTYCZNA
Kiedy moja pociecha około siódmego miesiąca zaczęła intensywnie raczkować i podnosić pupę z podłoża, patrzyłam z przerażeniem na podłogi naszego mieszkanka usłane panelami i kafelkami. Niby daleko do podłogi szkrab niema, ale chyba żadna przyjemność lądować, co chwila tyłkiem na takim podłożu, nie mówiąc o tym, że ponoć dzieci od takich upadków potrafią się zrazić do kolejnych postępów. Zaczął się, więc okres „oczy dokoła głowy” i pojawił się problem, sama w domu z ruchliwym bobasem, który drzemki ogranicza do 30 minut, momentami było ciężko nawet o chwilę prywatności w toalecie. Wtedy pierwszy raz pomyślałam o kojcu.

Wiedziałam, że u teściowej na strychu taki się znajduje (od kogoś odziedziczony), gdy poprosiliśmy o niego, dano mi do zrozumienia, że kojec to więzienie dla dziecka i używają go leniwi rodzice, którzy zamiast się zajmować dzieckiem wsadzają go do kojca na cały dzień, żeby mieć dzieciaka z głowy. Od razu na cały dzień, przecież chodzi o bezpieczne miejsce dla smyka, kiedy muszę pójść do kibelka, czy obiad przygotować – kojec powędrował z nami. Trzeba było jednak temat przemyśleć, bo w nocy zaczęły mnie męczyć wyrzuty sumienia. Na szczęście trafiłam na fajny wpis w książce o dzieciach, gdzie napisano, że kojec nie ma nic wspólnego z ograniczaniem wolności dziecka, a raczej z bezpieczną przestrzenią coś na wymiar sali gimnastycznej. To określenie znacznie bardziej mi się spodobało🙂. Do tematu podeszłam fachowo, nie chciałam Wojtka od razu zrazić do kojca, żeby nie myślał, że siedzi tam za karę. Pierwsza wizyta na jego osobistej sali gimnastycznej odbyła się, więc kiedy miał dobry humor w towarzystwie jego ulubionych zabawek i mu się spodobało. Potem starałam się nie umieszczać go w kojcu, kiedy był zmierzły, czy głodny i nigdy za karę, nie używaliśmy też negatywnych określeń na kojec typu więzienie🙂, ani nie straszyliśmy go nim „bo pójdziesz do kojca…”. Tak oto kojec stał się moim dobrym kumplem, Wojtek w nim przebywał nie dłużej niż 20 minut jednorazowo, uczył się bawić samodzielnie, swobodnie ćwiczył podnoszenie się korzystając ze specjalnych uchwytów, bez obawy, że potrzaska sobie pupkę czy walnie o coś głową. Dobrym kumplem mojej pociechy stał się, kiedy mały odkrył, że może się poruszać dokoła trzymając się poręczy, a najlepszym kumplem, kiedy zaczął w nim stawiać pierwsze kroki, mając przy tym dużo frajdy, zachęcany pochwałami potrafił tak ćwiczy pół godziny. Pewność poruszania się w kojcu szybko przeniósł na zewnątrz i pod koniec jedenastego miesiąc kojec poszedł w zasłużona odstawkę. Dzięki „sali gimnastycznej” nauka chodzenia odbyła się u nas bez większych dramatów, a ja mogłam usprawnić gospodarzenie w domu, nawet teściowa przekonała się, że nie taki kojec straszny… i chętnie z niego korzystała przy pilnowaniu wnusia🙂.
Podsumowanie:
– kojec to przydatne urządzonko dla mamy, ale i dla dziecka, trzeba jednak zachować umiar, przebywanie w jednym miejscu przez dłuższy czas nie wspiera rozwoju naszego bobasa, obojętnie czy jest to kojec, leżaczek, czy krzesełko,
– jeśli chcemy, żeby kojec nam służył, nie możemy dać dziecku do zrozumienia, że wkładamy go do niego dla „świętego spokoju”,
– kojec jest dobrym rozwiązanie między 6 a 12 miesiącem życia dziecka,
– ważne, żeby bobas miał w nim dużo swobody, nasz kojec miał wymiary 105×105 cm, mieliśmy w użyciu również taki jak łóżeczko, sprawdzał się na wyjeździe, w domu lepszy taki większy, fajnym rozwiązaniem są również takie drewniane bramki (różne wielkości), szkrab urzęduje na podłodze a tak jakby w kojcu🙂.
– jeśli chcemy używać kojec np., w ogródku to dobrze żeby miał nóżki, wtedy nie dotyka ziemi, zawsze to jakaś izolacja od podłoża.
– kojce różnią się od łóżeczek turystycznych „przejrzystością”, kojec jest cały z siateczki czy szczebelków, łóżeczko turystyczne ma wiele elementów materiałowych co ogranicza widoczność dziecka.