Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

NOCNIKOWANIE cz.IV – PIERWSZE SUKCESY I PORAŻKI

SHARE
, / 1410 6
Dzielnie trzymałam się mojego planu w nauce higieny nocnikowej mojego szkraba, chociaż szczerze się przyznam, że miałam gorsze i leniwsze dni🙂. Po ukończeniu 15 miesięcy moja pociecha sprawiła mi pierwszą niespodziankę i zakomunikowała, że chce usiąść na nocnik. Szok! Pierwszy sukces🙂, niestety Wojtek w najbliższym czasie szczędził tych sukcesów, czasem się nawet droczył, uważałam jednak, że to i tak spory postęp.

Wojtuś posadzony dzielnie na nocniczku załatwiał potrzebę, czasem zawołał, aż tu przyszedł kryzys – nie ten ekonomiczny🙂 – nocnikowy. Nocnik był be i już! Zgodnie z moimi przemyśleniami do niczego Wojtka nie zmuszałam, nie to nie. Aż tu nagle pewnego dnia po porannym nocnikowaniu (czasem się zdarzało) mój szkrab przyniósł mi pieluszkę wielorazową i pokazał żeby mu ubrać🙂. Z moich ust wypłynęły słowa: „Ty mały gangolu, to ty dobrze wiesz, do czego to służy”, Wojtuś odpowiedział rozbrajającym i zadziornym uśmiechem🙂.
I wtedy mnie oświeciło, skoro mój syn rozumie, że mając pieluszkę ma pełen highlife, to najwyższa pora pokazać mu konsekwencje braku pieluszki. Coś mi to przypominało, próby latania z gołym tyłkiem w lecie, za słynną poradą, moja pociecha sikała wtedy, co dwadzieścia minut i miała niezły ubaw z siusków na podłodze i mamy latającej ze szmatą. Teraz plan był inny. Pytając moja mamę, jak to zrobiła, że problemu pieluch pozbyła się tak szybko, odpowiedziała mi, że nam mokre spodnie i tetra przeszkadzały, więc jakoś to poszło. Na moim urwisie mokra wielorazówka czy tetra nie robiły wrażenia, postanowiłam, więc wypróbować brak pieluchy, zaciągnęłam gacie na jego słodki tyłeczek i puściłam w wir zabawy. Pierwsze zlane spodnie zrobiły spore wrażenie na Wojtku, szybkie wytłumaczenie ze wskazaniem na nocnik nie odniosło skutku, przez następnych siedem par spodni. Mimo krytycznych uwag męża, eksperyment postanowiłam kontynuować kolejnego dnia, problem był taki, że musiałam udać się do pracy i Wojtek zostawał pod opieką zmierzłego Tatusia. Rano najpierw jednak czekałam mnie bardzo miła niespodzianka, mój skarb po przebudzeniu zakomunikował, że ma potrzebę i dotrzymał do momentu posadzenia na nocnik. Z uśmiechem wyruszyłam do pracy, ale i z obawą czy mąż będzie stosował się do moich wytycznych. Poszło lepiej niż myślałam, podczas mojej nieobecności nie było potrzeby zmiany spodni🙂. Za trzy dni Wojtek kończy 18 miesięcy, na polu nocnikowym osiągamy sukces w 70 %, 30% to wołanie jak już gacie są mokre. Mój mały spryciarz mając pieluszkę na spacerach czy wyjściach, dobrze wie, że sobie może na więcej pozwolić i komunikuje tylko załatwiona sprawę. Zapomina także zawołać, kiedy jest mocno zaaferowany jakąś zabawą czy gośćmi (szczególnie dziadkiem😉). Dziecko też ma krótka pamięć, dlatego często pytałam synka (na wcześniejszym etapie), czy nie chce sisiu i żeby pamiętał, że ma zawołać czy pokazać a Mama posadzi na nocnik (skuteczność dzięki temu wzrastała). Mały krokami, myślę, że wkrótce osiągniemy pełny sukces.
Zauważyłam jednak, ze sporo zależy od nas, na nocnik szkraba sadzałam, ale z lenistwa z pieluch nawet tych, wielorazowych nie chciałam tak naprawdę rezygnować. Przerażało mnie ciągłe sprzątanie po Wojtku. Jak dziecko ma zrozumieć istotę higieny osobistej, kiedy zapychamy mu tyłek pieluchą? Ten sam opór mam teraz, wciąż używając pieluszek na wyjścia, chociaż tu dodatkowym problemem jest pogoda i wstręt Wojtka do ubikacji, a trudno wszędzie jeździć z nocnikiem:).
A co z budżetem domowo-pieluchowym, no cóż ostatnią paczkę pieluch kupiłam w połowie listopada i i jeszcze się nie skończyła🙂.