Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

PORADNIK DLA ZIELONY RODZICÓW

SHARE
, / 1262 2
Zażyczyłam sobie tą pozycję pod choinkę…a mogłam mieć jakiś fajny prezent:(. Co prawda już porady Eko Mamy w porannej telewizji mnie irytowały, ale obwiniałam za to format programu, z którego tak naprawdę nic konkretnego się człowiek nie dowie, jednak po przeczytaniu tej książki mój poziom irytacji powędrował mocno w górę.

„Poradnik dla zielonych rodziców” został napisany przez dwie autorki: Reni Jusis i Magdę Targosz w formie wywiadu. W każdym rozdziale Panie zadają pytania wybranym ekspertom z danej dziedziny. Pomysł znany z niejednego rodzicielskiego poradnika i może byłby naprawdę dobry, gdyby często te pytania nie wskazywały jednego „słusznego” rozwiązania i stawiały w złym świetle rodziców uważających inaczej. Dodatkowo autorki mają niebezpieczną tendencje do wyolbrzymiania, straszenia i pokazywania tylko jednej strony medalu. W zasadzie nie miałabym o to pretensji, bo tak najłatwiej przekonać kogoś do swoich poglądów, lecz autorki, wielokrotnie podkreślają, że najważniejsza jest matczyna intuicja, a nie wskazówki poradników, pisząc przy tym poradnik niepozostawiający miejsca na tę intuicję.
Książka zawiera m. in. rozdziały poświęcone karmieniu naturalnemu, odżywianiu chustowaniu, pieluchowaniu wielorazowemu, dużo uwagi poświęcone jest emocjom (Dotyk miłości – o masażu, Siedem filarów rodzicielstwa bliskości, Bobomigi, Posłuchaj mnie mamo), znajdziemy tu również przepisy kuchenne, na kosmetyki domowej roboty czy zabawki i zabawy. To ostatnie trochę ratuje w moich oczach tę książkę i sprawi, że sięgnę po nią jeszcze raz, by te przepisy wypróbować.
Wydaje mi się, że po części ta książka ma zachęcać, do eko rodzicielstwa u mnie odniosła zupełnie odwrotny skutek. Poruszane tematy są potraktowane w wielu momentach tendencyjnie. W rozdziale o karmieniu naturalny, nie ma słowa o terrorze laktacyjnym panującym w wielu szpitalach, wywód na temat pieluch wielorazowych poprzedzony jest wywodem jak to okropne są pampersy (które o dziwo mają pozytywna opinię IMID – na który niejednokrotnie autorki się powołują, jak im to oczywiście pasuje). W rozdziale o kosmetykach przeczytamy listę szkodliwych substancji i skutkach ich działania – o tym, że często są one w kosmetykach w tak niskich ilościach, że nie udowodniono ich szkodliwego działania to już nikt nie wspomina. W książce znajdziemy również rewolucyjne twierdzenia, np. spożywanie mięsa czy mleka nie jest konieczne (nawet u niemowlaków), przy odpowiedni zbilansowanej diecie roślinnej, ale jaka to dieta to trzeba poszukać gdzie indziej. W końcu dowiedziałam się, że aby eko rodzicielstwo było eko tanie trzeba wybudować sobie dom ekologiczny na wsi (wielkość raty kredytowej została przemilczana:)).
Nie sądźcie jednak, ze jestem eko odporna i ekologicznie niewrażliwa, wiele z tych problemów rozumiem i szanuję styl życia autorek i bohaterów tej książki. Wolę jednak decyzję o sposobie życia i wychowania mojej pociechy podejmować w oparciu o zdrowy rozsądek, niż swoistego rodzaju poradnikowe groźby. Bo za eko rodzicielstwem jest wystarczająco „za” i nie trzeba z tego robić ogromnego „ZA”, a by ktoś przeszedł na tą stronę mocy:).

Jeszcze jeden pozytyw, kilka poruszonych w tej książce tematów nie omieszkam opisać na blogu:)
Jeśli moja recenzja nie zniechęciła cię do tej książki:) to zapraszam do księgarni
Księgarnia Selkar