Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

AKCJE SPOŁECZNE

SHARE
, / 1147 5
Dostałam niedawno maila od pewnej Pani, w którym zachęcała mnie do podzielenia się z czytelnikami akcją społeczną „Jak wychować potwora?”. Ponieważ nie mam w zwyczaju polecać czegoś na ślepo, zapoznałam się z tematem i muszę powiedzieć, że takie akcje społeczne zaczynają mnie irytować. „Czy jesteś pewna, że chwalisz córkę w dobry sposób? Czy jesteś pewien, że Twoje zabawy pomagają Wam tworzyć silną więź?” takie pytania sprawiają, ze mam ciarki na plecach. Gdzie się podziała wiara w rodziców? Czy w dzisiejszych czasach nie ma już miejsce na intuicje rodzicielską?

Rozumiem, że narzuca się nam w jaki sposób mamy karmić nasze dzieci, jak mamy dbać o zdrowie naszych pociech. W tych przypadkach im więcej w nauce się dzieje tym korzystniej dla nas, szczególnie w kwestii zmagania się z nowymi problemami cywilizacyjnymi. Narzucanie nam jednak w jaki sposób mamy wychowywać nasze dzieci, jak je chwalić, do nich mówić, jak się z nimi bawić to dla mnie już lekka przesada. Gdzie jest w tym miejsce dla nas rodziców, dla naszej intuicji, dla naszego rozumu.
W artykule o tej akcji czytam że „w Polsce nadal brak jest świadomości tego, co jest błędem wychowawczym, a co nie” . Więc, ja mam do Was pytanie, czy czujecie się źle wychowani?, Czy błędy waszych rodziców nie kształtowały waszych osobowości? Ja uważam, że moja mama wykonała dobrą robotę, patrząc na mojego męża i jego rodzeństwo – teściowa też, patrząc na moich znajomych, ich Mamy również. Czy w latach 80 –tych miały one dostępne do poradników, akcji społecznych, porad super psychologów – NIE. Miały matczyną intuicje, miłość i uczyły się na własnych błędach. Potem do Polski przyszło słynne „bezstresowe wychowywanie”, pojawiło się wiele mądrych głów i książek, które chciały uczyć społeczeństwo wychowywać dzieci – wyszło dosyć nieudolnie i w efekcie mamy problem – „potworki” o których mowa w tejże akcji. Teraz mamy kolejne teorie i kolejne mądre głowy, które chcą nam wskazać co jest słuszne, zapominając o tym, ze rodzice też potrafią myśleć.
Czy naprawdę wychowywania dzieci trzeba się nauczyć? Czy jak nam czasem puszczą nerwy i krzykniemy na dziecko, to stanie się on apodyktycznym potworem? Czy jak przekupimy go czasem cukierkiem stworzy otyłego cukrzyka?. Zawsze wydawało mi się, że najważniejsze jest aby nasze dziecko czuło się kochane. Jedynie skrajne popełnianie wychowawczych błędów krzywdzi dzieci, a takie sytuacje mają miejsce często w patologicznych środowiskach, gdzie miłości brak. Tylko tacy rodzice nie czytają Internetu i facebooka a tu się toczy ta akcja społeczna.
Ja wiem, że wiele rzeczy o których mowa w tych kampaniach są mądre czy słuszne, ale czuję się jakby ktoś wchodził w butach do mojego salonu i mówił mi to rób a tego nie, czego nie znoszę. I w tym niczym nie różni się to od wujków dobra rada. Gdzie leży granica ingerencji w nasze rodzicielstwo? Wychowanie przecież uzależnione jest od wielu czynników: kultury, religii, poglądów na życie, charakteru rodziców. Jeśli jakiś model wychowawczy nie mieści się w naszych poglądach, nie znaczy że jest zły, tylko inny.
Akcji tej towarzyszy konkurs, którego zadanie polega na podaniu najbardziej naszym zdaniem absurdalnego błędu wychowawczego. Nie podam takiego, ale mogę podać błąd towarzyski: dawanie nieproszonych rad wychowawczych. Skoro nas „świadomych” rodziców tak bardzo drażni, zwracanie uwagi przez innych, to czasem sami ugryźmy się w język, jak coś nam się nie podoba.
Zazdroszczę tylko mojemu synkowi, bo jeśli ta akcja społeczna odniesie sukces, to za jakiś czas będziemy mieli samych mądrych, wyrozumiałych i doskonale radzących sobie z emocjami ludzi. Tylko żeby za 5-10 lat nie okazało się, że więcej „Super Niani” znajdzie etat w telewizji😉
Zachęcam jednak do poczytania o tej akcji, wzięcia udziału w konkursie, szczególnie jak ktoś się czuje zagubiony w sztuce wychowania. Czytanie takich artykułów kształtuje nasz światopogląd i pozwala nam być dobrymi rodzicami według naszych standardów ani nie standardów ekspertów.