Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

JAK PRZEKAZAĆ DZIECKU PASJE?

SHARE
, / 916 9
To na pewno jedno z wyzwań rodziców, którzy mają w życiu pasje lub hobby. Nie chodzi mi tutaj o oglądanie meczu w telewizji czy sporadyczną jogę, ale o prawdziwą pasję, pasje która pochłania sporą część naszego czasu lub jest sposobem na życie. Kiedy w takiej rodzinie pojawia się mała istotka, nasze zaangażowanie w pasje przechodzi prawdziwą próbę, bo mamy kilka możliwych scenariuszy:). W najgorszym przypadku z pasji zrezygnujemy, w najlepszym zarazimy ją nasze potomstwo.

Dziecko zmienia dużo, ale jak dużo to zależy tylko od nas. Często bywa tak, że gdy bobas pojawia się w rodzinie rezygnujemy z wielu rzeczy, czasem zbyt wielu i nie mam na myśli tutaj dojrzenia do bycia rodzicem, ale rezygnacji z samych siebie, z czegoś co kochamy, a tak naprawdę z odrobinką wysiłku i bez większych poświęceń możemy dziecko wprowadzić w nasze życie, a nie budować je od nowa.
Naszym życiem żądzą pasję, wszystko co związane z górami, chodzimy po górach, jeździmy po nich, wspinamy się, a nawet wchodzimy pod nie:). Dzieliliśmy te pasje jako para, jako małżeństwo, a teraz jako rodzina. Nigdy nie przeszło mi nawet przez myśl, że mogę odrzucić tę część naszego życia ze względu na dziecko czy odizolować go od niej. Oczywiście nasze wyjazdy straciły na intensywności pod względem częstości jak i ilości atrakcji począwszy od okresu ciążowego, ale im Wojtuś jest starszy tym bardziej wracamy do naszych zwyczajów. Za każdym razem musimy tylko brać pod uwagę potrzeby jeszcze jednej małej osóbki, które czasem ograniczają, ale wynagradzane jest to radością i uśmiechem tego bąbla.
Przekazywanie jednak pasji potomstwu nie jest łatwe. Rezygnację z pasji okupimy późniejszym niezadowoleniem i goryczą, która często odbija się na relacja rodzic – dziecko. Odizolowanie dziecka od tych pasji, może prowadzić do braku zrozumienia ze strony pociechy „Dlaczego Tata znika na weekend i nie zabiera mnie ze sobą?” i później do skomplikowanych relacji. Nadmierne zmuszanie dziecka do towarzyszenia nam, może doprowadzić do zupełnie odwrotnego efektu – czyli buntu:) Jaki jest złoty środek? Nie mam zielonego pojęcia:). U nas Wojtek nie ma wyboru, urodził się w zwariowanej rodzince i dopóki nie będzie na tyle duży, aby samemu decydować nie będzie miał wyjścia. My dołożymy wszelkich starań, aby sprawiało mu to przyjemność i było dla niego cennym doświadczeniem. Będzie mi niezmiernie miło jak w życiu będzie chciał kontynuować te pasją je rozwijając, lecz jak wybierze inną drogę nie uznam tego jako porażki tylko jak wolną wolę, a ja będę żyła w przeświadczeniu że przekazałam mu wszystko co umiałam:).
Nie oznacza to jednak, że brak nam rozsądku, zawsze najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie naszego smyka. Czasem jednak bywa tak, że otaczamy nasze pociechy kloszem, obawa bierze górę nad potencjalnymi korzyściami, my staramy się tego uniknąć. I tak Wojtuś jak skończył miesiąc zawitał w na dwa tygodnie w góry (w naszej chatce), w wieku 4 miesięcy był na swoim pierwszym off-roadowym rajdzie, który zresztą przespał:). Zaliczone już ma zjazdy na nartach na plecach mamy, zdobył kilka górskich szczytów, spał w namiocie, wspinał się na skałkach i bawił nad wodą. Jak do tej pory wszystkie te atrakcje sprawiały mu dużo radości, na szczęście jest dzieckiem ciekawskim i otwartym na nowe przygody.
Marzy mi się, aby pokochał to wszytko tak jak my i wyciągnął z tego jak najwięcej, życie jednak pokaże czy uda nam się zarazić go pasją czy do niej zrazić. Oby ta miłość była na tyle silna, że zostanie przekazana na kolejne pokolenia:).