Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

NOCNIKOWANIE cz.V – POŻEGNANIE PIELUCH

SHARE
, / 2255 12
Trochę zwlekałam z tym postem, aby zawczasu nie ogłaszać sukcesu, ale od początku maja nie używamy już pieluszek:))). Największy „dzieciowy” wydatek mamy już za sobą, który był od ładnych kilku miesięcy nie taki duży dzięki nocnikowaniu. Ale wszystko po kolei, najpierw co się na tym polu zmieniło od ostatniego posta o tej tematyce
Tydzień po ty jak pisałam, że Wojtuś w 70% w ciągu dnia woła za potrzebą, proporcje te wzrosły do 100% w warunkach domowych. Tzn. na spacery, w gości zakładaliśmy pieluszkę, aby nie było niepotrzebnej niespodzianki. Wynikało to z dwóch rzeczy, był środek zimy i bałam się, o klejnoty mojego syna i Wojtek miał swoistą awersję do ubikacji, a trudno wszędzie z nocnikiem chodzić. Także, śmiało mogę stwierdzić, że pieluszki pożegnalibyśmy wcześniej (około 18 miesiąca) gdyby nie zastój zimowy.
Wojtek bardzo świadomy swoich potrzeb dobrze wiedział, że mając pieluszkę na tyłku może sobie na więcej pozwolić i komunikował jak już było po wszystkim. Pewnego razu tydzień przed ukończeniem 22 miesięcy w drodze na weekend majowy, w aucie moja pociecha swoim sposobem daje nam znać że chce siusiu, ja zdziwiona, bo na drogę założyliśmy pieluchę wypaliłam „no co ty przecież masz pieluchę”, a Wojtuś w zaparte. Tato na to „to trzymaj, zaraz zjedziemy”, po naprawdę dłuższej chwili pojawiła się taka możliwość, wyciągam turystyczny nocnik, ściągam pieluchę, a ona sucha, Wojtek zrobił swoje i zadowolony wraca z powrotem do auta – a ja w szoku. Zapadła decyzja, jest ciepło, koniec z pieluchami. I to była jedna z ostatnich pielucha, jaką Wojtek miał na swojej pupci. Nie obyło się bez wpadek, ale bardzo sporadycznych, po powrocie z weekendu majowego, były pierwsze spacery bez pieluchy, pierwsza wizyta na placu zabaw i pełen sukces, pełna komunikacja synka i nawet awersja do ubikacji przegrała z ciekawością.
 
Przyszło mi więc podsumować nasze nocnikowanie i odpowiedzieć na jedno pytanie czy było warto?
8 miesięcy – rozpoczęcie nocnikowania;
8 miesięcy i tydzień – pierwsze nieświadome sukcesy
9, 5 miesiąca – po wprowadzeniu plany, zużycie pieluch drastycznie spada
11 miesięcy – spore efekty, zużycie pieluch max. 3 na dobę
15 miesięcy – pierwsze zawołania, nocnikowy bunt dwutygodniowy, sukces w 70%.
18 miesięcy – pełen sukces w domu, zastój pogodowy, zużycie pampersów, jedna paczka (4) na dwa miesiące.
21 miesięcy i 3 tygodnie – pożegnanie pieluch.
Czy było warto, w moim odczuciu TAK, dziecko moje stresu nie przeżywało, wydatki na pieluchy przy posiłkowaniu się nocnym wielorazówkami były znikome. Wojtuś płynnie przechodził kolejne etapy i tak na dwa miesiące przed ukończeniem dwóch latek pieluchy to już nie nasz problem. Minus nocnikowania, to to, że trzeba być wytrwałym i trzeba mieć na to czas.
Znam wypowiedzi Mam, których dzieci nauczyły się korzystać z nocnika w tydzień, ale są to Mamy 2,5 latków. Tylko jak się przekonałam nauka higieny osobistej to nie tylko sztuka zrobienia na nocnik, to przede wszystkim sztuka komunikacji – zawołania, wstrzymania, zrozumienia – a to jest proces długotrwały.
W moim przekonaniu wczesne nocnikowanie upłynnia i skraca ten proces.
Zaobserwowałam również, jak dużo obaw i dystansu było u mnie, obawa przed ciągłym przebieraniem, sprzątaniem po dziecku sprawiała, że opóźniałam tą naukę. „Bo zmoczy fotelik, bo posika się w piaskownicy, trzeba mieć kolejny komplet na przebranie – lepiej założyć pampersa i mieć spokój” – takie myśli często mnie nachodziły i się im poddawałam. Jestem przekonana, że gdyby nie zastój zimowy (obawa przed chorobą była uzasadniona) pieluszki pożegnalibyśmy około 18 miesiąca życia mojego smyka.
Ważne jest również, żeby mieć swój system i się niego trzymać. Synek był od początku uczony wołać na nocnik, teściowe zaś upierali się, że dziecko musi się wysikać np. po spaniu, po spacerze. W jeden weekend Wojtuś chętnie chodził z dziadkiem sikać, w efekcie po wizycie całkiem zgłupiał i trzy razy zlał mi się w gacie (gdzie od 4 miesięcy mu się nie zdarzyło), bo już nie wiedział, czy ma zawołać czy „ktoś się za niego wysika”. Szybko ukróciłam takie praktyki i wszytko wróciło do normy.
A wpadki, jeszcze się czasem przytrafiają np. jak Wojtuś dużo pije w nocy i nad ranem jeszcze nie do końca obudzonym nie panuje nad pęcherzem.
Nie będę tu jednak nikogo zachęcała do nocnikowania, czy krytykowała, za brak podjęcia tej próby – bo wszytko zależy od nas, od naszego czasu, charakteru a i od naszej pociechy. Jeśli będę miała drugiego szkraba, postąpię dokładnie tak samo:).