Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

TOMMEE TIPPEE – SERUM I CHUSTECZKI ANTYBAKTERYJNE

SHARE
, / 1813 3

Od razu zaznaczam, że nie jestem jakąś maniakalną bakteriobójczynią i uważam, że dziecko powinno nabyć odporność także poprzez kontakt z bakteriami. Dlatego nie chodzę za Wojtkiem ze szmatką, chusteczkami i nie panikuję jak coś z ziemi trafi do jego buzi. Przychodzi jednak taki moment kiedy odporność naszego bąbla jest niska i coś ciągle łapie, wtedy właśnie pomyślałam o żelu antybakteryjnym i chusteczkach do dezynfekcji.

Współpraca ze sklepem mimokids.pl objęła również testowanie produktów i tak dostaliśmy w paczuszce te dwa produkty firmy Tommee Tippe. Mając w pamięci jeszcze listopad, kiedy z obawą patrzyłam na każde smarkające dziecko na placu zabaw, w myślach szykując się do kolejnej walki z katarem, te testowane produkty wydały mi się zbawienne na nadchodzący wtedy wiosenny czas i pierwsze wyjazdy. Jak to jednak bywa z takimi gadżetami troszkę się przeliczyłam co do ich konieczności stosowania.
Zacznijmy od tego, że źle zrozumiałam intencje producentów co do żelu antybakteryjnego. Wydawało mi się, że skoro jest to produkt firmy dziecięcej, to jest on przeznaczony dla dzieci. Plan był taki, że przy sytuacji gdy osłabiony Wojtuś będzie narażony na grono bakterii, to zaaplikuję mu taki żel i zminimalizuje niebezpieczeństwo. Serum firmy Tommee Tippee łagodne i delikatne, bez alkoholu wydawało się miłym odpowiednikiem tzw. żeli na sucho do rąk dla dorosłych. Na opakowaniu wyczytałam jednak, iż jest to serum przeznaczone dla Mamy, do używania w trakcie karmienia. Czyli nie dla dzieci? Ostrzeżenie prze piekącymi oczami, potencjalną alergią i hasło „Keep out of reach of children” skutecznie mnie zniechęciły do aplikowania tego Wojtkowi. W efekcie serum zostało przeze mnie użyte dosłownie kilka razy na wyjeździe, gdzie trudno było czasem o bieżącą wodę przy przygotowaniu posiłków. Jednym słowem się nie przydało. Serum ma przyjemny zapach i nie lepi się, sposób aplikacji jest przemyślany, pompka dozuje tyle ile trzeba przy jednym kliknięciu.
Chusteczki do dezynfekcji TT poległy w zasadzie na całej linii, wypróbowałam je raz i był to zarazem ostatni. Chusteczki przeznaczone są do dezynfekcji zabawek, gryzaków butelek i smoczka, kiedy np. wypadnie nam z wózka na ziemię, a nasze maleństwo domaga się go z powrotem. Moje odczucia są jednoznaczne, wolałabym dać dziecku smoczek z ziemi niż wymytego tymi chusteczkami. Mają one intensywny drażniący zapach i strasznie się pienią. Niby biodegradalne, niby bez alkoholu, bez wybielaczy, ale nie wzbudziły mojego zaufania.
Jaki morał z tej mojej przygody, ostrożności czasem za wiele:). Więcej zaufania wzbudza w mnie woda i chusteczki higieniczne i na częstym myciu rąk u Wojtka poprzestanę. Mały katarek raz na jakiś czas też mu nie zaszkodzi byle nie za często.
Gadżety polecam antybakteryjnym maniakom.

gotowe mleko w płynie bebilon rtf