Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

ZMIANA GARDEROBY

SHARE
, / 1331 8
Jejku, jak szybko!. Spodziewałam się że po spodnie ciążowe sięgnę dopiero koło 5 miesiąca, a tu początek 4 a mnie tu i tam gniecie jak siedzę:(. Niby nie przytyłam, wręcz wskutek ciągłych zwrotów zawartości mojego żołądka schudłam, a brzuch mi wydęło jakby trojaczki skrywał…
Decyzja zapadła trzeba odgrzebać ciążowe odzienie, co stało się mobilizacją to uporządkowania całej garderoby, bo po co mi w szafie rzeczy do których się nie zmieszczę przez najbliższe pół roku, czyli cały sezon zimowy?. 

Często jak ktoś mnie pyta na kiedy termin, słysząc marzec mówi „to dobrze, przynajmniej upały Cię ominą”, a ja Wojtka rodziłam w środku upałów i byłam zadowolona, klapki na nogi i luźna sukienka – kłopot z głowy nie ważne jak brzuch wielki. A teraz jestem przerażona (chociaż to błacha sprawa). Wiązanie butów, kilka warstw ubrań + wielki brzuch nie wróży nic dobrego. Do teraz mam obraz mojej koleżanki, której w 9 miesiącu ciąży w styczniu mąż wiązał buty, bo wiadomo, że ze schylaniem kłopot. Obraz bardzo kuszący:), ale jednocześnie mocno ograniczający. Obawiam się więc, że zmiana garderoby nie skończy się na wyciągnięciu dwóch par spodni i kilku tunik. Już niebawem będę musiała pomyśleć o jakiś ciepłych rajstopach, szerokich swetrach i płaskich nie wiązanych zimowych butach, bo w mojej szafie same kozaki na obcasie – myśl o kurtce zimowej w której się zapnę skutecznie wypieram:). 
Z tymi ciuchami ciążowymi to w ogóle nie łatwa sprawa, bo w sklepach jak coś jest ciążowe to nawet trzy razy droższe, a po co wydawać fortunę na coś co nam posłuży kilka miesięcy. Pamiętam, że przy pierwszej ciąży z pomocą przyszła moda na tuniki i leginsy, duży wybór w sklepie no i coś co można nosić nie tylko przy nadziei. Spodnie i leginsy za niewielką kwotą kupiłam w necie, chociaż tu się można przestrzelić z rozmiarem. No i z pomocą przyszły doświadczone ciążowo koleżanki – pożyczenia ciuchów w takiej sytuacji nabiera świeżego znaczenia:).
A może jednak troszkę przesadzam, chociaż problem „w co się ubrać” jest gdzieś wpisany w psychikę kobiet. Każda z nas chciałaby ładnie w tym czasie wyglądać, a nie chodzić w bluzie po mężu na co dzień, a nie tylko po domu:) 
Na razie staram się myśleć optymistyczne, wszystko w co się jeszcze mieszczę i potencjalne zmieszczę się przez najbliższe miesiące, leży poukładane na półce, pozostałe ciuchy wylądowały w worku próżniowych w pawlaczu w oczekiwaniu na wiosnę i powrót do formy:)