Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

DRUGI PORÓD

SHARE
, / 3668 11
Zanim zaszłam w pierwsza ciążę, moje wyobrażenie o porodzie było czysto filmowe, zwariowana podróż czym prędzej do szpitala, krzyki, wyzwiska biednego męża, po dwudziestu minutach dziecko na świecie, płacz, wzruszenie… Gdy zaczęłam wgłębiać się w tematykę porodowo – ciążową okazało się, że poród może trwać nawet 24 godziny, że mamy 4 fazy porodu i że na urodzeniu dziecka się nie kończy. Mimo to moje porody mogę chyba zaliczyć prawie do tych filmowych, szczególnie ten drugi…

Nigdy nie pisałam o moim pierwszym porodzie, bo powiedzmy sobie szczerze wspomnienia tego bólu do najprzyjemniejszych nie należy. Było ciekawie. 10 dni przed planowanym terminem w środku remontu po wizycie w kinie na nudnym filmie o 2 w nocy odczułam pierwszy niepokojący ból. Zgodnie z wiedzą oczekiwałam kiedy nastąpi drugi, spodziewałam się tak za godzinę, moje zdziwienie było ogromne gdy doczekałam się go za 10 minut, szybka pobudka męża, odkopanie torby i wyprawa do szpitala, po zajechaniu na izbę przyjęć, skurcze odczuwałam już co 5 minut – rozwarcie 5 cm. Dodam tylko, że do szpitala mamy samochodem jakieś 3 minuty:). O 6.00 rano Wojtek był już na świecie. Był krzyk, nie było wyzwisk (to chyba ostatnia rzecz o której bym pozmyślała), zamiast łez i wzruszenia była jedna myśl: „nareszcie koniec”. Potem już tylko słyszałam, że jestem szczęściarą, że każdy chce tak szybko rodzić, ale ja nie byłam na tak szybki poród przygotowana psychicznie, ani fizycznie, skończyło się szyciem zewnętrznym i wewnętrznym.
Po takich przeżyciach drugiego porodu spodziewałam się przed terminem i w równie szybkim tempie, obaw było jednak o wiele więcej. Głównie ze względu na Wojtka, bałam się że będę sama z Wojtkiem i mąż będzie w pracy, że cioci, która mieszka dwa pietra niżej i awaryjnie miała przyjść do Wojtka, zanim przybędzie dziadek, nie będzie w domu. Jak się zachowa Wojtek widząc Mamę zwijającą się z bólu?. Zadziwiające jak gładko się wszystko ułożyło. Pierwsze skurcze odczułam o 8:00 rano, gdy kolejny poczułam za 20 minut, bez namysłu chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do męża, okazało się, że będzie za 10 minut. Zadzwoniłam po ciocię, dopakowałam torbę, powoli zaczęłam „oswajać” Wojtka, początkowo troszkę się obraził, ale później był bardzo dzielny. Na izbę przyjęć zajechaliśmy o 8.50 w oczekiwaniu na lekarza bolesne skurcze miałam już co 2 minuty. Mąż na porodówce zażartował, że przed 11.00 się uwiniemy, cóż o 10.20 usłyszeliśmy płacz Pawełka:). Było więc ekspresowo, lekarz stwierdził, że piękny poród, nie obyło się jednak bez niespodzianek. Nie spodziewałam się, że jako wieloródka (tak mnie określali w szpitalu:)) zupełnie inaczej zniosę kurczenie się macicy. Przy każdym przystawianiu małego do piersi odczuwałam skurcze i to nie taki tam ból jak przy miesiączce, normalne skurcze jak w trakcie porodu. Skurcze zelżały dopiero w drugiej dobie po porodzie i nie obyło się bez tabletek przeciw bólowych. Okazało się, że przy drugim porodzie to zupełnie normalne, szkoda tylko że nie wiedziałam, może bym się psychicznie do tego nastawiła. Swoją drogą, gdyby takie skurcze odczuwało się przy karmieniu pierwszego dziecka, to chyba nie jedna mama by się szybko poddała. Dodatkowo nie ominęło mnie po raz drugi nacięcie i szycie w skutek czego zaś przed tydzień nie potrafiłam usiąść na pupie:(. Teraz pomału wszytko zmierza ku lepszemu, skurcze już minęły, rana się goi i mogę coraz więcej zdziałać w domu.
A moje szybkie porody to chyba kwestia genów:), ja urodziłam się w domu, bo po Mamę nie zdążyła przyjechać karetka:).