Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

KARMIMY PIERSIĄ Z POWODZENIEM!

SHARE
, / 2145 2
Zdania na temat karmienia piersią nie zmieniłam wciąż jestem ogromną zwolenniczką, chociaż uważam, że więcej powinno się mówić o możliwych trudnościach występujących podczas niego, aby kobietom było po prostu łatwiej. Daleka jestem również od stwierdzenia, że dzieci karmione mlekiem modyfikowanym są mniej inteligentne i częściej chorują, a wybór karmienia naturalnego to jedyny słuszny. Jestem generalnie za możliwością wyboru i świadomą decyzją w imię zasady „szczęśliwa matka, szczęśliwe dziecko”. Bez wahania po raz drugi zdecydowałam samodzielnie wykarmić maleństwo i moje doświadczenia były bardzo przydatne…

Poszło nam całkiem sprawnie, mimo wspomnianych już we wcześniejszym poście bolesnych skurczach przystawiałam małego od początku jak najczęściej. Już wieczorem pierwszego dnia pojawiła się smułka, potem była już kupa za kupą, czyli mleko jest, trawienie rozpoczęte:). Mimo, iż do szpitala zabrałam na wszelki wypadek stanik do karmienia i wkładki laktacyjne pomocne przy nawale pokarmu, zmierzyć się z nim przyszło mi dopiero w domu, myślę, że głównie z powodu ambitnego snu w nocy mojego synka, który postanowił przespać 5 godzin:). Powinnam się cieszyć, nie mogę jednak powiedzieć tego o moich piersiach. Niestety tak jak przy Wojtku karmienie na śpiocha kończyło się fiaskiem, dlatego laktator ręczny poszedł w ruch, na szczęście tylko kilka razy – odciągałam tyle, aby poczuć ulgę. Tym razem wykazałam się większym zrozumieniem i spokojem, obyło się bez płaczu i rozpaczy:)
Znane mi sposoby walki z nawałem opisałam tutaj:)
Zlekceważyłam jednak moje biedne brodawki. Założyłam bowiem, że skoro były maltretowane przez 18 miesięcy przez pierworodnego to są już wprawione w bojach. Niestety przy nauce ssania przez mojego szkraba doszło do poranienia. Bez namysłu sięgnęłam po maść Maltan, która i tym razem błyskawicznie pomogła.
O sposobach na poranione brodawki pisałam tutaj:)
Paweł przybiera na wadze prawidłowo, powoli regulujemy sobie pory karmienia, stwierdzenia, że karmienie jest teraz bezbolesne, nie zaryzykował bym, ale niewątpliwie jest to ból którego jestem świadoma. Teraz patrzę optymistycznie w przyszłość i mam nadzieje, że osiągniemy razem taki wynik jak przy Wojtku.