Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

CODZIENNOŚĆ Z DWÓJKĄ SMYKÓW

SHARE
, / 1288 0
Na imprezie rodzinnej Wujek mówi: „Jak z nim nie wyjdę na tak około dwie godziny i się nie wybiega to w domu mam armagedon” – pomyślałam sobie to zupełnie jak u mnie:), tylko że on miał na myśli psa a ja moje dzieci. Brutalne? być może, ale prawdziwe. Jeśli chce chociaż pomyśleć o chwili spokoju po 21.30 lub ewentualnej drzemce popołudniowej to dwugodzinny spacer obowiązkowy a czasem nawet dwa. I wszytko było by piękne, słonko świeci, jedno dziecię śpi, drugie socjalizuje się w piaskownicy, a w mojej głowie takie myśli „gary nieumyte”, „pralkę muszę nastawić”, „łazienkę trzeba posprzątać , „k…a nie wyciągnęłam mięsa z zamrażalnika na obiad”…
Posiadając jedną pociechę bywały takie chwilę (rzadko bo rzadko), że czułam się zmęczona – myliłam się, nie byłam, że miała dość – nie nie miałam, że granice mojej cierpliwości sięgały zenitu – teraz wiem, że nawet się do niego nie zbliżały. Przy dwójce po prostu jest jazda na całego:). Każda kobieta, która ma pierwsze potomstwo startuje w mistrzostwach organizacji czasu i robieniu wielu rzeczy na raz z różnym efektem, przy drugim szczególnie w niewielkiej odległości wiekowej to już ścisły finał nie ma żartów:). Kiedyś myślałam że wybranie się na spacer i zakupy z małym bąblem mieszkając na trzecim piętrze to wyczyn, potem wydawało mi się, że robienie tego jeszcze z brzuchem jest już granicznym osiągnięciem, ale kobieta okazuje się może WIĘCEJ!
Trochę przeraża mnie to, że najmniejszą rzecz muszę zaplanować, że głupia wizyta u fryzjera, czy załatwienie spraw urzędowych wymaga planu na cały dzień i często angażowania osób trzecich. Nie jest chyba, ze mną tak źle, bo nie mam ani myśli, ani ochoty aby ktoś mnie na dłuższy czas odciążał, bo na swój sposób ten rozgardiasz jest uroczy, ale doceniam jak mój mąż zabierze choćby jednego syna na spacer, czy jak spędzam cały dzień u teściowej i mogę wyskoczyć na godzinkę do ludzi;), mimo iż przygotowanie się do takiej wycieczki wykańcza mnie podwójnie. Teściowa zawsze ze współczuciem na mnie patrzy jak wybieram się do domu pomagając jak umie, a ja wiem jedno, jakbym nie umiała poradzić sobie sama to siedzę zamknięta w czterech ścianach i wtedy już tylko jeden krok do zatracenia się.
W tej całej sytuacji, ciągłego braku czasu i zaganiania człowiek zaczyna odczuwać radość z najmniejszych przyjemności – wypicia w spokoju kawy, dwudziestominutowej drzemki, oglądnięcia ulubionego serialu w telewizorze na głośności 8 a nie 20, z prysznicu dłuższego niż 5 minut czy po prostu z chwili ciszy.
I wiem, że teraz co napiszę zabrzmi banalnie, ale to stara życiowa prawda:). Jeden uśmiech Pawełka i gromki radosny śmiech Wojtka wynagradza wszystko i dodaje takiej energii, że człowiekowi chce się wygramolić i zabrać ich na plac zabaw, do babci, cioci czy kuzynki. A umiejętność, którą posiadają tylko kobiety – czyli robienie kilku rzeczy naraz pozwala ogarnąć wszystko. I myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenie, bo jakby była trojka też trzeba byłoby sobie dać radę!