Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

MAMA IDEALNA

SHARE
, / 1762 0
Jak tylko mam chwilę to podczytuje inne blogi, rzadko kiedy komentuję, ale czytam. Niektóre wpisy mnie inspirują, inne się przydają a inne bawią. Ostatnio znalazły się takie co irytują i nie wiem czy dlatego, że poprzez krytykę innych Mam, Mamy te kreują siebie na idealne, czy dlatego że bardziej utożsamiam się z tymi krytykowanymi…

I tak się zaczęłam zastanawiać, jak ja jestem postrzegana przez czytelnika, w końcu umieszczam poniekąd posty z poradami, wynikającymi co prawda z mojego doświadczenia, ale rzadko wspominam o porażkach. Zawsze staram się jednak zaznaczać, że to moje zdanie i unikam jak ognia krytyki zachowań innych Mam, gdyż uważam, że każdy mam prawo do swojej racji. Czy mój sposób wychowania i postrzegania macierzyństwa jest dobry i czy nie popełniam błędów zweryfikuje czas, a właściwie moje dzieci za kilkanaście lat. Mimo iż stawiam sobie jako Matce poprzeczkę bardzo wysoko, to lektura niektórych wpisów koleżanek blogerek sprawia, że do ideału to mi bardzo daleko:). 
Więc się spowiadam „oto grzechy moje”:
– krzyczę po moim dziecku, konkretnie tym starszym, bo potrafi jak nikt innym wystawić moje spore pokłady cierpliwości na próbę. Krzyczę z bezradności, ze zmęczenia, gdy po raz 20 w ciągu minuty słyszę słowo „Mamooo” przy jednoczesnej ignorancji mojego słowa „co”. Gdy pięciokrotnie powtórzona prośba nie przynosi absolutnie żadnego rezultatu. Czasem jestem opryskliwa jak mam zły humor. A jak mój syn ze zmartwioną miną pyta „Mama zła?” i dodaje „Przepraszam” to mnie zjadają na wieczór wyrzuty sumienia, że może przesadziłam, że mogłam więcej czasu poświęcić czy cierpliwości okazać. 
– nie czytam dziecku 20 minut dziennie, w ciągu dnia nie zawsze mam czas, ale na wieczór po kąpieli zawsze sięgamy po książkę i bez ogródek przyznam, że zdarza mi się wybrać najkrótszą możliwą, albo specjalnie omijam mało znaczące wersy, żeby „odbębnić” swoje.
– rozmawiam przez telefon na placu zabaw, bo plac zabaw to straszna strata czasu, oczywiście nie dla dziecka, ale dla rodzica i często jest to dla mnie jedyny moment w ciągu dnia, gdzie mogę zadzwonić. Więc nie latam i nie trzymam Wojtka z rączkę tylko go obserwuję i interweniuje w ostateczności, a czasem krzyczę z ławki…
– moje dziecko jada słodycze! takie normalne słodycze, nie jakieś suszone daktyle tylko ciastka, cukierki, lizaki, a nawet żelki. Unikałam jak długo mogłam, ale poległam, bo sama uwielbiam słodycze, bo sprawiają przyjemność.
– zmieniam najmniejszemu papmersa jak jest to koniecznie, nie świruje z zegarkiem w ręku, aby go zmienić co 3 godziny czy jak tylko tam nasika.
– nie wyparzam smoczka za każdym razem jak znajdzie się na ziemi, czasem tylko wypłucze.
– pozwalam mojemu dziecku skakać, krzyczeć, biegać i wariować i świetnie mu to wychodzi, chociaż w oczach innych uchodzi wtedy za dziecko niegrzeczne.
– przeklinam i dziwię się, że moje dziecię jeszcze nie puściło żadnej siarczystej wiązanki.
– straszę i szantażuje moje dziecko, bo groźba zabrania ulubionego autka czy delikatny szantaż emocjonalny odnoszą skutek, kiedy wszytko inne zawodzi.
I chyba dobrze mi z tymi błędami, choć nie jestem z nich dumna, bo ideałów nie ma a Mama też człowiek i lepiej dla moich synów żeby mieli tą świadomość. Dlatego pewnie irytują mnie wpisy wszystko wiedzących idealnych Mam z idealnymi mężami, oburzonych na krzyczącą Mamę na palcu zabaw czy oddającą się pogaduchą. Każdy ma prawo do błędów i on będzie za nie odpowiadał, a często zdarza się tak, że skupiając się i analizując błędy innych nie zwracamy uwagi na te które popełniamy.