Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

MAŁE DZIECIĘCE ZŁOŚLIWOŚCI

SHARE
, / 1213 0
A raczej małe złośliwości losu czy prawo Murphy’ego w wykonaniu małych szkrabów:). Potęguje się wraz ze wzrostem liczebności dzieci. Kują Mamę w tyłek jak małe szpileczki, prowadząc do irytacji, w ekstremalnych sytuacjach przy nagromadzeniu do wybuchu i płaczu. Oto moja subiektywna lista takich perełek:):

„przerywane karmienie” – zabieram się do karmienia najmłodszej pociechy, która już w dosyć dosadny sposób zapewne irytujący sąsiadów domaga się pożywienia prosto od mamy, słyszę wtedy „Mamo, kupę chce!”, „no idź i zawołaj jak skończysz” – to moja odpowiedź i wtedy „Mamo, światła nie ma!”. I zaczyna się przerywane karmienie w akompaniamencie wrzasku kursując między pokojem a łazienką.
„sztuka usypiania” tu jest jeszcze lepiej, szczególnie kiedy ku mojej radości najmłodszy zaczyna zamykać powieki – standardowe teksty dobiegające z pokoju: „Mamo pić!”; „Mamo, muszę ci coś powiedzieć!”; „Mamo chodź!” i o dziwo najmłodszy ma nagle oczy jak spodki słysząc głos starszaka.
„poranne pobudki” tu panuje jedna braterska zasada: „kto pierwszy wstaje, ten budzi drugiego”,
„kawowy radar” – matka szczęśliwa leci z jęzorem do kuchni zaparzyć kawę, bo znalazła chwilę spokoju, ta „chwila” kończy się wraz z zalaniem, czasem dają usiąść na kanapie:).
„pośpieszne wyjście” – jak zależy ci na czasie to już po tobie:). Ręka do góry, komu się zdarzyło ubrać całą „zgraję” i poczuć niebezpieczną woń wydobywająca się z pieluszki lub usłyszeć słowa tak nie pożądane „Mamo siku”
„okupacja łazienki” – co tu pisać, jak Mama korzysta z łazienki to chce każdy!
„podwójna drzemka” – dla mnie to już mit, kolejna braterska zasada: „nie śpimy jednocześnie, bo mama będzie się nudzić!”
„odlot w aucie” – znacie to uczucie nadziei, że wracając późnym wieczorem, dzieciaki padną w aucie i uda ich się przenieść do łóżek, przy jednym to się udawało, przy dwójce zawsze któreś pozbawi Cie tej nadziei:)
„przytulasy” – nadchodzi taki moment wieczorem kiedy w ciszy i spokoju zakradasz się do własnego łóżka, przytulając się w końcu do swojego męża w nadziei na błogi sen. Wtedy w najlepszym wypadku dobiega Cię wołanie z drugiego pokoju „Mamo pić” czy pojękiwanie zwiastujące nocne karmienie, znacznie gorzej, kiedy jest tup małych stóp i noga lądująca na twojej twarzy:).
Teraz z Wojtkiem przeszliśmy poziom wyżej, uczymy się samodzielności „samodzielnie”, chwila nieuwagi podczas karmienia czy usypiania i w efekcie mamy ubikację zatkaną papierem toaletowym, kąpiel w szamponie Mamy czy ser żółty pokrojony plastikowym nożem i mimo iż ręce opadają zastając taki krajobraz to nie można się nawet gniewać za to, że chciał poradzić sobie sam i pomóc Mamie.
Jedno jest pewne przy dwójce dzieci nie da się nudzić, a los ma ogromne pole do popisu:).