Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

MAŁE LUSTERECZKA

SHARE
, / 8465 0
Nasz dzieci to takie małe lusterka, nasze odbicia, odbicia głównie naszych zachowań, szczególnie tych niepożądanych. A najgorsze jest to że wpadamy w złość widząc ich zachowanie i karząc za nie, zdając sobie sprawę lub nie, że sami ich tego uczymy.
Komuś się wydaje, że jak się pojawi na świecie takie małe maleństwo to nie będzie łatwo. Przebieranie, ubieranie, przewijanie, karmienie na samą myśl blady strach pada. A prawda jest taka, że im dalej w las tym gęściej i zaczyna być trudniej, bo nie wystarczy przebrać, nakarmić i przytulić, ale trzeba dawać przykład. Trzeba być odpowiedzialnym w gestach, słowach, czynach… Nasze dzieci pozwalają nam spojrzeć na nasze zachowania z zupełnie innej strony, czasem nawet nas uświadamiają, że nie zawsze jest słuszne. Mój pierworodny czasem źle znosi odpowiedź „NIE”, strasznie się złości, wpada w histerię, a w opcji najbardziej irytującej wyje. Dało mi to do myślenia, no bo przecież ja nie wyje, to skąd to się bierze. Przeanalizowałam zachowanie domowników i doszłam do wniosku, że przecież tak właśnie się zachowujemy. Jeśli coś chcemy, o coś prosimy i usłyszymy odpowiedź negatywną bądź wcale to reagujemy złością. Prosząc po raz 30 o sprzątniecie klocka, prosząc o chwilę ciszy, o wyniesienie talerzy po śniadaniu porostu się wk…my, podnosimy głos, krzyczymy osiągając cel bądź nie. A nasze dziecko to widzi i odbija piłeczkę jak mu się podoba, zapewne tylko nie zna tylu przekleństw więc wybiera wycie licząc na pożądany efekt. A my go za to każemy, ja jeszcze „sprytnie” dodaje: „jeszcze nigdy niczego tym krzykiem nie osiągnąłeś to po co tak robisz”, sama jednocześnie oczekując, że jak ja krzyknę to ma być wykonane.
Mamy jeszcze takie przepychanki słowne, które w bolesny sposób pokazują nasze oblicza. Raz powiedziałam do mojego syna: „Jak nie sprzątniesz tego to pożałujesz…” a on mi na to „to ty Mamo zaraz pożałujesz” i wtedy do mnie dotarło jak idiotycznie to brzmi i takich przykładów można przytaczać wiele, czasem w duchu człowiekowi ulży, że ten mały szkrab nie do końca jeszcze pewne słowa rozumie:).
Zawsze wszyscy ostrzegają, żeby nie przeklinać, bo dziecko zaraz wyłapie, a co z innymi durnymi tekstami i opowiadaniami. Jak byliśmy u mojej Babci, to Babcia cudownie palnęła tekst, że Wojtek to piszczałka i pięknie piszczy (na piszczenia mam generalnie uczulenie), mój syn zachwycony pochwałą postanowił dać koncert, na co Babcia nastraszyła go Panem z piwnicy i mnie upomina, że mam mu coś powiedzieć, a mnie ręce opadły… Teściowa raz pochwaliła się w towarzystwie opowieścią jak jej syn ugryzł kolegę jak byli mali, wszyscy się śmiali, mój syn stwierdził, że to świetna zabawa skoro się tak wszyscy śmieją i podbiegł i mnie ugryzł.
Często słyszymy, że „on jeszcze nie rozumie” – a mnie się wydaje, że u dzieci to proces bardzo wybiórczy, rozumieją to czego nie mają, a jak wydaje nam się, że to akurat powinno do nie go dotrzeć to nie bardzo:).
Jednego jestem pewna 3 latki nie rozumieją ironii, i głupich dowcipów i gadki, a co tu dużo mówić pociskamy czasem takie farmazony, że aż strach pomyśleć co się w głowie dziecka roi. Raz zażartowałam sobie z męża, że jego nowy dom to szpital psychiatryczny, koło którego przejeżdżaliśmy, a mój syn się rozpłakał, że nie chce żeby Tata tam mieszkał.
Czy to oznacza, abstynencje na dowcipy, głupie zachowania, mamy zamienić się na poprawne roboty??
Chyba nie, na pewno pewne rzeczy warto przemyśleć i wyeliminować, szczególnie te które doprowadzają nas do szału i zawstydzenia, bo widzimy w tym nasze odbicie. Ale takie co wywołują mały uśmieszek mimo rozpaczy dziecka lub zakłopotanie o którym krążą potem legendy, to warto zachować te odrobinę „człowieczeństwa”, żeby móc co na starość wspominać:)