PASSWORD RESET

Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

CZYM ŻYWIĆ BOBASA?

2.28K 3
Myślę, że zanim każda mama zdecyduje, kiedy i jakie warzywko czy owoc podać swojej pociesze jako pierwsze najpierw musi podjąć decyzje czy będzie to domowe żarełko, a może słoiczki lub też dania z produktów z eko-sklepu. Tak, każda mam stoi przed tym dylematem: co jest najlepsze dla mojego dziecka, na co mnie stać i czemu zaufać? Niestety czemuś lub komuś zaufać musimy (atestom, słoiczkom, pani w sklepie). Przeanalizujmy, więc po kolei, jakie mamy opcje:

Słoiczki – najpopularniejsze i najwygodniejsze. Wszystkie mają atesty, spełniają normy i są EKO, według pediatrów najlepsze i zapewne według firm je produkujących też. Rzeczywiście o ile zaufamy tym wszystkim normom i że w tych słoiczkach jest to co producenci obiecują to pod względem zdrowotnym jest to najlepszy produkt dla maluszka. Można sobie jednak zadać pytanie jak długo można dziecko chronić przez ta całą „chemią”, z którą prędzej czy później będzie miało do czynienia. Na to pytanie odpowiedziała mi lekarka, że do roku najlepiej stosować słoiczki, do tego czasu organizm dziecka na tyle się rozwinie, że będzie potrafił poradzić sobie z tą „chemią”. Czyli zostaje nam ok. 8 miesięcy żywienia słoiczkami – jak bardzo ucierpi na tym rodzinny budżet?.
Na początku nie jest źle, zanim mały zacznie zjadać cały mały słoik (u mnie ok. 2 tygodnie), to mamy wydatek ok. 2,50 zł na dwa dni, potem je już cały, aż w końcu przerzucamy się na duży słoik ok. 5 zł. Po dwóch miesiącach dochodzą deserki, kaszki, soczki i sumka powoli się zwiększa. Mój synek za tydzień skończy 8 miesięcy, nie zjada jeszcze dużego słoika, a miesięcznie na jedzonko słoikowe wydaję ok. 100 zł.
Słoiki to niewątpliwie wygodne rozwiązanie, podgrzewamy tyle ile trzeba i już. Zawsze można je zabrać ze sobą gdziekolwiek idziemy i ta oszczędność czasu, który zamiast marnować w kuchni możemy poświęcić na zabawę z naszym skarbem. Zaletą jest również różnorodność potraw, nie zawsze mamy dostęp do królika czy jagnięciny:) oraz ilość warzyw czy owoców w porcji. Decydując się jednak na gotowe obiadki musimy się niestety liczyć z ciągłymi komentarzami ze strony starszyzny rodu;) : „myśmy gotowali, przecierali zupki, jedliście z talerzy co my…itp.” :D.

Kuchnia domowa na bazie ekologicznych produktów – taaa… to najnowsza moda, gotować przysmaki zaopatrując się w sklepie z ekologiczną żywnością. Tu trzeba zaufać tej pani w sklepie, która twierdzi, że warzywa i owoce ma z ekologicznych upraw. Wybrałam się do takiego sklepu i pytam się tej pani skąd te warzywa sprowadza (bo u nas na Śląsku to z ekologią ciężko🙂 ), powiedziała: „różnie, spod Krakowa”, ale to z ekologicznej uprawy zapytałam? „Tak, oczywiście” – no i musiałam uwierzyć na słowo. Ponoć są takie sklepy, które mają specjalne certyfikaty, no ale nie w mojej okolicy🙂. Także plusy tego rozwiązania to to, że wiemy dokładnie co dajemy do jedzenia dzieciakowi, ale minusem jest cena eko-warzyw no i czas, który musimy poświęcić, aby te pyszności przygotować.

Jak za starych dobrych czasów – czyli niczym się nie przejmujemy, gotujemy przecierki na warzywach z najbliższego sklepu i szkrabek kosztuje co tam na stole się znajdzie. Ta metoda na pewno minimalizuje poziom stresu i konfliktu z babciami nie ma🙂. Problem polega na tym, że za czasów naszych mam i babć to warzywa były z ogródka, sąsiad kurkę załatwił, a moja babcia na działkach kiełbaski i szynkę wędziła, jedzenie po prostu było zdrowsze i rzadko kto borykał się z alergiami. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czy chcemy naszego malucha od początku faszerować modyfikowanym, kiepskiej jakości jedzeniem z supermarketu, czy damy mu trochę czasu na rozwój, żeby w końcu mógł się niestety zmierzyć z tym samym świństwem, co jego rodzice🙁.
Wszystkie te opcje mają swoje plusy i minusy, więc postanowiłam znaleźć złoty środek. Zaczęłam od słoiczków, bo było mi tak wygodnie, odgrzewałam tyle ile chciałam, raz dwa mały próbował różne nowości, po około trzech miesiącach kiedy wydatki sukcesywnie wzrosły, mały miał już urozmaicone dania, zaczęłam wprowadzać powoli domowe posiłki. Aby nie marnować czasu na osobne gotowanie, raz w tygodniu gotuje na parze coś dla całej rodzinki (przepisy znajdziecie w kategorii: Kulinarny Świat🙂), odkładam i miksuję dla małego porcje na dwa dni. W eko-sklep się nie bawię, ale w supermarkecie warzyw też nie kupuję, na spacerku zahaczam o targ i tam zaopatruje się w świeże owoce i warzywa. Na razie plan się sprawdza, w najbliższej przyszłości powoli i z rozwagą mam zamiar rozszerzać menu o domowe przysmaki, ale z racji urozmaicenia i wygody i tak w mojej szafce znajdować się będą słoiczki z gotowym daniem.

promocja mleka enfamil 1200