Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

ROZSZERZANIE DIETY – JAK ZACZĄĆ?

SHARE
, / 4642 2
Rozszerzanie diety malucha to moim zdaniem jedno z większych wyzwań początkujących Mam, a przynajmniej strasznie dużo z tym zachodu. Zdania tego na pewno nie podzielają nasze mamy, bo myśmy przecież byle co ze stołu jedli i żyjemy🙂. Jednak 30 lat temu nie borykano się z takimi problemami jak alergie czy jedzenie nafaszerowane chemią. Dlatego w imię zasady lepiej zapobiegać niż leczyć, jako mama przyszłego alergika (mam ok. 80% szans) poświęciłam tej tematyce sporo czasu, aby godnie się z tym wezwaniem zmierzyć. Nie będę jednak zgrywać tu dietetyka, opisze tylko moje przemyślenia i przeżycia oparte na dostępnej literaturze i poradach lekarza, w nadziei, że komuś uproszczę zadanie🙂.

Pierwsze pytanie, jakie nasuwa się, gdy nasz malec kończy 4 miesiące, bo wtedy rozpoczynamy rozszerzanie diety to: czym żywić bobasa: słoiczki czy jedzonko domowej roboty. Ja na początku ze względu na wygodę i porę roku, w której ciężko o bukiet świeżych warzyw i owoców wybrałam słoiczki.
Drugie pytanie to: od czego by tu zacząć? – owoce czy warzywa. Zgodnie z najnowszym schematem żywienia dla dzieci karmionych piersią i konsultacją z lekarzem rozszerzanie zaczęłam od warzyw. I tu pojawia się pierwsza ciekawostka🙂 dotycząca notatki do schematu: Nowe produkty należy wprowadzać kolejno i osobno, obserwując reakcje dziecka. Sądząc, że jest to prawda znana wszystkim, a w szczególności producentom słoiczków, wybrałam się do sklepu oczekując wyboru jednoskładnikowych produktów. Zaskoczenie moje było spore, gdy okazało się, że jedyne samodzielnie występujące warzywa to marchewka (Hipp, Gerber, Bobovita) i brokuły (Gerber). To by było na tyle, jeśli chodzi o osobne wprowadzanie produktów🙂. Zdecydowałam się, więc na marchewkę, ale i tu się okazało, że marchewka marchewce nie równa. Jedynie „Marchewka” firmy Gerber w składzie ma 100% marchewki (Hipp – marchewka 90%, 10% woda, Bobovita – 70% marchewka, 15% ryż, woda). Przetestowałam wszystkie trzy i mój szkrab sam wybrał, zdecydowanie najlepiej reagował na Hippa i tak na początku przy tej firmie zostałam, zresztą oferta początkowa pozostałych firm nie wiele się różni. Tylko, co dalej jak już marchewka się przeje🙂, korzystałam z dań dwuskładnikowych, gdzie jeden ze składników był tym „nowym” i wyglądało to tak:
  1. marchewka
  2. marchewka z ziemniakiem
  3. dynia z ziemniakiem
  4. szpinak z ziemniakiem (tu akurat w składzie nie tylko jest szpinak i ziemniak więc wprowadziłam to jako ostatnie z dań dwuskładnikowych)

Do teraz stosuje ta zasadę, zawsze analizując skład słoiczka.

Kolejne pytanie to: ile i jak długo? U mnie wyglądało to tak: najpierw 3 – 4 łyżeczki, drugiego dnia 6- 7, trzeciego już wcinał pół słoiczka. Tutaj mała uwaga: słoiczki po otwarciu można trzymać w lodówce 24h lub 48h – ja idąc do sklepu myślałam, że kupię marchewkę i będę ją cały tydzień używać🙂. Nowy produkt należy wprowadzać ok. 6 dni (później, ograniczyłam to do 2 -3 dni), więc zaopatrzyłam się w 3 słoiczki danego smaku. Wprowadzać marchewkę zaczęłam jak mały miał ok. 4,5 miesiąca, niestety po 10 dniach pojawiła się pierwsza wysypka na buzi. Wprowadzanie przerwałam, poczekałam aż zniknie i zaczęłam wszystko od nowa i obserwowałam, bo objawy alergii  przy drugim kontakcie z alergenem pojawiają się od razu. Na szczęście był to fałszywy alarm, ale czas szybko upłynął, a po 5 i 6 miesiącu jest już większy wybór smaków (Krem jarzynowy, zupka pomidorowa i dania z mięskiem). Ilość zależy też od apetytu, moja pociecha mam wrażenie ma nieograniczony🙂, jak skończył 6,5 miesiąca to zjadał mi 2/3 dużego słoika (3 starczały na dwa dni) około 8 miesiąca wcinał na obiad cały słoik 190 gramowy.
Ostatnie pytanie to, o jakiej porze zaczynać „eksperyment”🙂? – tutaj trzeba myśleć perspektywicznie, bo później będzie to pora obiadku malucha. Ja karmiłam piersią na żądanie, ale mały miał stałe pory posiłków (około 11.00 i 14.00). Najpierw zaczęłam o 11.00 (za radą lekarki i tak mi było wygodnie, zazwyczaj byłam o tej porze w domu) – kilka łyżeczek i pierś na dopełnienie🙂, jak już doszłam do całego słoiczka z piersi zrezygnowałam, ale wprowadziłam też napoje (ok. godz. po posiłku). Szybko z powodu pracy przerzuciłam się jednak na 14.00.
Niejedna mama (szczególnie już doświadczona) pewnie to czytając ma wrażenie, że nie do końca mam równo pod sufitem🙂, bo czy naprawdę warto się tak tym przejmować? Myślę, że warto postępować zgodnie ze swoim instynktem macierzyńskim i sumieniem. Jestem porostu spokojniejsza wiedząc, że robię wszystko (w granicach rozsądku), aby uniknąć u małego wczesnej alergii, szybko wychwycić ewentualny alergen i uniknąć AZS (atopowego zapalenia skóry) przynajmniej z przyczyn pokarmowych. Jeśli inna mama jest spokojniejsza nie przejmując się tym to też dobrze🙂. Sprawa generalnie nie jest najprostsza, szczególnie, że raczej nie można liczyć na wsparcie otoczenia, wręcz muszę odpierać ciągłe ataki „..daj mu tego spróbować, nic mu nie będzie..”. Na szczęście to tylko w zasadzie kilka miesięcy, po roczku już możemy bardziej szaleć i dziecko ma odporniejszy organizm🙂.

Napisz Odpowiedź