Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

NOCNIKOWANIE cz. II – „POTRZEBNY JEST PLAN”

SHARE
, / 1980 5
Początki nie są łatwe – to było do przewidzenia. Sporadyczne sadzanie Wojtka po skończeniu 8 miesięcy na nocnik przynosiło przez pierwszy tydzień sporadyczne efekty🙂. W zasadzie na początku założyłam, ze jak zrobi siku to będzie fajnie, ale kupa to by było coś. I tak zaczęło się jedno wielkie polowanie na kupę, w nadziei na zaoszczędzenie świeżo ubranej pieluchy. Równy tydzień po pierwszym posiedzeniu na nocniku pojawiła się w nim znacznych rozmiarów kupka🙂 – oczywiście euforia, brawa, fotorelacja, mały roześmiany, zadowolony i zastanawiający, dlaczego jego mama cieszy się jak durna. „Sprytna” mama postanowiła iść krok dalej i nauczyć swego synka stękać, żeby zrobił do nocnika, co trzeba.

Z duma mogę napisać, że mój syn pojętym jest uczniem i stękanie poją w mig, niestety nie do końca skojarzył to z kupą, człapał więc i stękał cały dzień a ja latałam za nim z nocnikiem jak głupia. Po kilku dniach się poddałam, na szczęście z pomocą przyszłam mi natura (a raczej kaszka regulując prace brzuszka) i mój smyk jak z zegarkiem w ręku załatwiał się po obiedzie🙂. Sielanka jednak długo nie trwała i w trosce o moja psychikę pomyślałam „nie no ja muszę mieć jakiś plan”. Mój plan przedstawia się następująco:

– po pierwsze przestałam skupiać się na jednej grubszej potrzebie, co zrobi to zrobi, a będzie ok.
– sadzam smyka na nocnik po przebudzeniu, potem po drzemce (która następuje po drugim śniadaniu), następnie po spacerku (szczególnie jak wypija na nim sok), po obiadku i jeszcze raz popołudniu. No i jak zobaczę, że planuje coś grubszego, bo robi wtedy taką specyficzną minkę🙂
– jak w nocniku znajdzie się siku, bijemy brawo i śpiewamy (do dowolnej melodii) „zrobiłem siku na nocniku”, a ja to drugie to małego lekko w euforii podrzucamy śpiewając: „Hip hip hurra w nocniku jest kupa”.
– jak mały siedzi na nocniku, siedzę koło niego i się z nim bawię, przypominając mu co chwile po co na nim siedzi. Wojtek już za drugim razem opatentował jak z nocnika wstać, skończyło się to oczywiście wylaniem zawartości na podłogę🙂, myślę, że na samotne posiedzenia w ubikacji ma całe życie.
– nic na siłę, nie chodzi o to żeby mały pół dnia na nocniku siedział, 5 minut jak nie ma nic to nie, może troszkę dłużej jak spodziewam się kupki.
Minął miesiąc od wprowadzenia planu w życie i mam całkiem niezłe efekty. Po pierwszy tygodniu śpiewania pioseneczek, Wojtek po wstaniu z nocnika zagląda z ciekawością, co do niego zrobił i robi tak do teraz. Od tygodnia nie ma „pustych posiedzeń”🙂, w nocniczku zawsze coś jest, choćby nie wielkie siku. Jak nocnik jest pełny mały zazwyczaj sam wyciąga rączki do wstania. Pół godzinki po głównych posiłkach, jak sobie pochodzi to zrobi i do nocnika kupkę. Zużycie pampersów drastycznie spadło.
Oczywiście nie zawsze się udaję z kupką, szczególnie jak mały robi ponadplanowe🙂, co mu się ostatnio zdarza🙂, wymaga to też od nas wysiłku i ciągłej obserwacji małego, a nie raz się nie chce wiedząc, że jak zrobi w tego pampersy to nic się nie stanie, w takich momentach determinacja naszych mam staje się zrozumiała. Z niecierpliwością czekam na kolejne etapy rozwoju nocnikowania oby były pozytywne, nie ważne jednak, jakie będą nie omieszkam o tym napisać:).

Czytaj również: NOCNIKOWANIE cz. I