Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

PRZYTULANIE, NOSZENIE I WSPÓLNE SPANIE…

SHARE
, / 1027 12
Jakby zrobić ranking na najczęściej słyszaną radę „starszyzny” to byłoby to: „Tylko go nie noście na rękach, bo jak się przyzwyczai to…”, ale jak tu takie małe cudo, które dopiero, co pojawiło się na świecie ciągle nie przytulać. Zaznaczyć muszę, że egzemplarz mi się trafił prze-grzeczny, prawie niepłaczący, więc noszenie go na rękach nie było konieczne, a ja i tak uwielbiałam drzemki w pozycji pionowej (oczywiście małego) i tęsknię za tym drętwieniem karku🙂.

Drugi na liście tekst to: „niech płaczę, nic mu nie będzie…”, słysząc to mój instynkt macierzyński bił na alarm. Przecież takie maleństwo, mam tu na myśli niemowlaka, a nie prawie roczne dziecko, które sporo już rozumie, w żaden inny sposób nie potrafi się komunikować. Płacz dla mnie był sygnałem, który odbierałam jako właśnie „coś jest nie tak”. I to nie chodzi o to, że głodne, mokro mu, czy coś boli, ale czasem o zwykłą bliskość z mamą, poczucie bezpieczeństwa, dlaczego jest to odbierane, jako coś złego?. Nasze dzieci to w ogóle rodzą się geniuszami🙂, mimo że nie umieją mówić, chodzi i korzystać z ubikacji to są, jak to określił znajomy młody tata, małymi cwaniakami. Rodziców owijają sobie wokół tego maleńkiego palca, jednym jęknięciem mają ich na zawołanie i od razu wyczuwają jak tylko planujesz je odłożyć na samotne leżakowanie. Z drugiej jednak strony czyż nie jest to piękne🙂, dla mnie jest to właśnie istotna macierzyństwa, czuć, że ta istotka potrzebuje cię w takim stopniu. Uczucie to zaburza tylko niezrozumiała dla mnie fala krytyki osób postronnych i często odnosiłam wrażenie i do tej pory odnoszę, że taka uczuciowość jest niemile widziana i odbierana jako pewna słabość. Sama zresztą złapałam się na tym, mówiąc o wspólnym spaniu z moją pociechą. Będąc jeszcze w ciąży zarzekałam się, że dzidzia będzie spał w swoim łóżeczku, bo od tego łóżko jest, a na pewno nie z nami. Nie zdecydowałam się, co prawda na osobny pokój, wiedząc, że mam nikłe szanse na przespanie nocy chodząc, co chwila sprawdzać, co z dzieckiem, więc łóżeczko stanęło w naszej sypialni. Pierwsze dwa miesiące była twardą zawodniczką, dzielnie po każdym karmieniu i przewijaniu Wojtek lądował w swoim łóżeczku. Do czasu, aż nie pojechaliśmy w góry, mój mąż zabalował z kolegą w efekcie wylądował na kanapie, a ja spędziłam noc z naszym maleństwem przy boku. Boże, jak ja się wtedy wyspałam🙂, małego już nie trzeba było przewijać, zostało tylko karmienie, na śpiąco, ledwo otwierając prawe oko, małego nakarmiłam i spokojnie oddawałam się w objęcia Morfeusza🙂. I stało się, mały po powrocie zadomowił się na dobre w naszym łóżku. Decyzja zapadła póki karmię mały śpi z nami (na szczęście mamy spore łóżko🙂), bo wolę być mamą wyspaną, pełną wigoru, niż zmierzłą z niewyspania. Tylko ja ktoś się mnie pyta jak mały noc przesypia, odpowiadam, że dobrze budzi się tylko na karmienie, po czym dodaję ściszonym głosem, ale śpi z nami, więc nie ma problemu, karcąc się jednocześnie w myślach, jakby było to coś niewłaściwego. Zastanawiam się tylko czy na pewno postępuję niewłaściwie, pewnie czas pokaże. Jak mały zaczął się już sprawnie poruszać musiał i tak wylądować w swoim łóżeczku, bo chodzi spać jak na dziecko przystało wcześniej niż jego rodzice, obawiałam się, że pojawią się pierwsze schody. Jednak jak się okazało to ja mam problem z odstawieniem go do łóżeczka, on za to ze spaniem w nim nie ma żadnego🙂. Bo ja po prostu lubię mieć go przy sobie w nocy, często przytulać, tak jak lubiłam go nosić na rękach. Na szczęście mam wsparcie męża (do igraszkowania nie koniecznie potrzebne jest łóżko🙂), nieraz jak idę spać później mały już leży z tatą w jakiejś komicznej pozycji🙂. Czy będziemy mieli z tego powodu później problem? Mam nadzieje, że nie, wszyscy mnie straszyli, że mały się ode mnie nie odklei, a nie mam problemu jak wychodzę do pracy, czy mały musi zostać z tatą, babcią czy ciocią. Z konsekwencją i dobrymi pomysłami może z osobnym spaniem tez kłopotu nie będzie, ale to się okaże🙂. Przynajmniej jak mój syn mi powie, że mu mam nie dawać już buzi przy kolegach i zawiesi tabliczkę na drzwiach w pokoju z napisem ZAKAZ WSTĘPU to będę sobie wspominać te piękne chwile🙂.