Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

MAŁE ANIOŁKI [*]

SHARE
, / 1211 3
MAŁE ANIOŁKI [*]
Zawsze jak chodziłam na cmentarz, to mijając małe groby ogarniał mnie taki dziwny smutek, odkąd jestem mamą, to kuje mnie aż w sercu. Nie ma chyba nic gorszego dla matki jak śmierć własnego dziecka, niezależnie w jakim wieku, ale szczególnie niesprawiedliwa wydaje się takiego maleństwa.

Zanim zaszłam w ciąże, moja ciocia, która jest ginekologiem, w rozmowie o naszych staraniach powiedziała mi że jak poronię, to nie mam robić z tego wielkiej tragedii, bo to się często zdarza, jesteśmy młodzi i wszytko się ułoży. Słowa te wydały mi się szorstkie, choć usprawiedliwione, gdyż usłyszałam je od osoby, która ma z tym na co dzień styczność. Wydaje mi się jednak, że wtedy na pewien sposób mi pomogły, gdyż panicznie bałam się, że coś może pójśc nie tak. Niestety jak się człowiek rozglądnie dookoła, to tragedii w tych sprawach nie brakuje:(, ciągle słyszę historię, o koleżankach, które straciły swoje maleństwa dwa tygodnie po tym jak ogłosiły swoją radość całemu światu, czy przegrały walkę w późniejszych etapach. Mimo, iż nie chcę umniejszać dramatu tych matek, które ze stratą borykały się na początku ciąży, to u mnie obawa związana z taką stratą (a raczej potencjalna zdolność nieradzenia sobie z tym) wzrasta proporcjonalnie do upływającego czasu. Moją małą istotkę pokochałam odkąd zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, na początku była to tylko informacja, później było bicie serce, pierwsze ruchy, niełatwy poród, pierwszy uśmiech…na samą myśl, że któryś z tych etapów mógłby być brutalnie przerwany, paraliżuje mnie i ściska w gardle. Jednak im dalszy etap, tym większy ścisk. Paląc jutro świeczkę na grobie małego aniołka mojej koleżanki, którego straciła w 5 miesiącu ciąży, uściskam mocno mojego urwiska, dziękując w duchu, że nam nie było dane z taką tragedią się zmagać.