Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

SMOCZEK – UŻYWAĆ CZY NIE?

SHARE
, / 4212 6
SMOCZEK – UŻYWAĆ CZY NIE?

Oto jest pytanie można by rzec:), bo teorii na ten temat jest tyle, że głowa boli. Jak to zawsze bywa i w tej kwestii są plusy i minusy, wszystko zależy jak używamy smoczka, kiedy i jak długo. No i trzeba wybrać ten właściwy.

Przed narodzinami mojego synka założenie było proste, smoczek to ostateczność. W wyprawce, znalazł się jeden słodki z lewkiem dla noworodka, ale zakupiony został na wszelki wypadek. Skąd w mojej głowie zrodziła się taka myśl?

Otóż z „mądrych” poradników, artykułów i takich tam. Wyczytałam w nich, że smoczek podawany w pierwszych tygodniach życia, może zaburzać naukę ssania u noworodka oraz wpływać na kształtowanie zgryzu. Jako przezorna przyszła mama zdeterminowana karmić naturalnie, chciałam żeby wszystko poszło jak najlepiej. Po za tym nie od dziś wiadomo, że małe bąble uwielbiają się uzależniać, a smoczek to idealna rzecz do złego nawyku. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie jedno ALE, to cholerne ssania u tych małych ssaków🙂. U każdego dziecka to kwestia indywidualna, jedne dzieci potrzeby ssania mają ograniczone (czasem aż za bardzo), a drugie jakby mogły to od narodzin by na cycku wisiały, albo całą piąchę do buzi wkładały. I prawda jest taka, że jeżeli przypadł nam ssak nad ssaki, to, jeśli nie smoczek to znajdzie sobie coś innego do ssania np. kciuk. Co prawda wyczytałam, że ssanie kciuka jest naturalne, ale odpowiedziałam sobie na jedno pytanie: wole oduczać dziecko od kciuka czy od smoczka?. Dla mnie odpowiedź była jasna – od smoczka.

W praktyce wyszło tak, przez pierwsze 5 tygodni, smoczek leżał w szufladce, mały nauczył się ssać idealnie. Niestety wraz z coraz rzadszym ssaniem piersi, odruch ssania nabrał na sile i Wojtek zaczął nazbyt interesować się swoimi paluchami a w szczególności z kciukiem. Smoczek wrócił do łask, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, kiedy nic już nie pomagało.
Dla rodziców smoczek to ogromna pokusa, to chwila świętego spokoju, bark konieczności ciągłego noszenia na rękach i dłuższe spanie. Przyznam się, że w pierwszych tygodniach z nutką zazdrości słuchałam jak synek mojej koleżanki przesypia na smoczku 4 godziny, a mój urządzał sobie drzemki max. dwugodzinne. Mądrze jednak używany ten wynalazek, może pomóc nam uspokoić dziecko, czy ustrzec przed deformacją kciuka bądź zgryzu. Przejść na ciemną stronę mocy niestety łatwo i zanim się oglądniemy mamy 4 letniego smyka latającego ze smokiem w buzi🙂.
Trzeba więc stosować kilka zasad:
– nie traktować smoczka jak zatykacza, „daj mu smoczka będzie cicho”, czasem lepiej wsłuchać się w potrzeby malca.
– ciągłe dawanie smoczka brzdącowi, może opóźnić naukę mowy,
– gdy dziecko zasypia przy smoczku,  jak już zaśnie powinno się go wyjąć,
– jak to mówi Super Niania, smoczek do Smokolandii powinien odlecieć nie później niż przed ukończeniem drugiego roku życia.
Tyle teorii, a życie życiem, to my Mamy znamy najlepiej nasze dzieci i wiemy, kiedy smoczka będą potrzebować, czy wogóle i kiedy będzie już im szkodził a nie pomagał. U nas smoczek służy do zasypiania, w dzień przez Wojtka nieużywany, od kiedy opanowaliśmy sytuacje kryzysowe. Czy popełniłam błąd ucząc Wojtka zasypiania przy smoczku, to się okaże już niebawem kiedy będę go oduczać:), na tym polu jestem jednak optymistką:)
Mało pocieszające jest jedynie to, że nie ważne, jaką decyzję podejmiemy na wsparcie otoczenia liczyć nie można🙁. Jak nie używaliśmy smoczka to wszyscy na nas patrzyli jak na dziwaków „To on nie ma smoczka?”, „Nie możesz go uciszyć tym korkiem?” raz nawet usłyszałam. Jak w sytuacji kryzysowej Wojtek dostał smoczka, to czułam się jak zbrodniarz pod ogniem pytań na przesłuchaniu: „Dajesz mu jeszcze smoczka?” – wszystkich zadowolić się nie da🙂.
O wyborze smoczka to w innym poście, żeby nie przynudzać🙂
Post napisany na prośbę świeżo upieczonego Taty – gratuluje Daniel🙂!