PASSWORD RESET

Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

WYCHOWAWCZE ROZTERKI

1.3K 3
W weekend wybraliśmy się w góry, tak żeby mały dychnął świeżym powietrzem, zaznał śniegu, a przy okazji mama pojeździła na nartach:). Pogoda i humory sprzyjały, dotarliśmy szczęśliwie w sobotnie południe w Beskidy. Ponieważ nasze lokum znajdowało się prawie 900 m n.p.m. małego czekała wyprawa w nosidełku turystycznym na plecach mamy. I na szczęście jest to coś co Wojtek lubi, z małym ale… jeśli akurat znajdzie coś ciekawszego do roboty, to trudno go zachęcić do tego środka transportu. W tym przypadku był to śnieg i szusujący narciarze, moja pociecha kategorycznie odmówiła wejścia do nosidełka, w moich oczach ukazał się dramat. Wrzeszczący malec wśród tłumu narciarzy = wyrodna matka, która sobie z własnym dzieckiem nie radzi.

Szybko myślami przeleciałam teksty z poradników jak sobie radzić, przy napadach złości małych złośników, bo przekonana byłam że to mnie właśnie czeka:( i jedna rada mi przychodziła tylko do głowy – zapobiegać!. Tylko jak to zrobić? Na własnych nóżkach pod górkę za daleko nie zajdzie, skończy się na rękach, a wtedy ja za daleko nie zajdę:). Próba pierwsza: proszenie – skończyło się ignorowaniem, próba druga: stanowczy ton: skończył się prawie płaczem i tupaniem, próba trzecia (a raczej akt desperacji): przekupstwo. Najpierw zaproponowałam smoczek (na szczęście była to pora drzemki), po jednak krótkim namyśle Wojtuś odmówił, co trochę mnie zdziwiło. Myśląc już, że nie mam żadnego asa w rękawie, przypomniałam sobie, że w nosidełku mam Michałki, które kupił mi mąż na drogę. Zapytałam smyka, chwila namysłu i Wojtek wyciągnął rączki, na znak, żeby go włożyć do nosidełka. Byłam w szoku, przy pomocy jednego cukierka, mój synek, bez zająknięcia dał się zapakować, zapiąć i opatulić, zajadając się przy tym mało zdrowym smakołykiem. Niby sukces, uniknęłam napadu złości w środku tłumu, ale radości nie czułam, bo w głowie wirowało mi jeszcze jedno hasło z poradników „Słodycze nie powinny być formą nagrody i służyć do przekupstwa”. Czy to był więc wybór mniejszego zła?
Szczerze mówiąc po tej historii już sama nie wiem, co mnie bardziej przeraziło, czy to że zniżyłam się do przekupstwa cukierkiem, wiedząc że jest to mało wychowawcze, czy fakt jak bardzo przejmuje się opinią innych ludzi, w kwestii wychowania mojego dziecka.

Czasem lepiej po prostu nie myśleć:)

Na poprawę humoru (głównie mojego), mimo iż nigdy tego nie robię, umieszczam zdjęcie mojego szczęścia na śniegu, bo mnie urzekło:)

Leave A Reply