Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

SŁOŃCE = PLAC ZABAW:)

SHARE
, / 868 4
Nareszcie wiosna wita nas wielkimi krokami, ciepły weekend zaowocował w wizytę na naszym ulubionym placu zabaw, a nawet pozwolił nam w niedziele rozpocząć sezon wspinaczkowy na skałkach:). Weekend na świeżym powietrzu zaliczony:) i tak nigdy nie spodziewałam się, że za sprawą placu zabaw dojrzę postępy w rozwoju mojego synka, w końcu patrzę na niego każdego dnia!

Jak wczoraj pamiętam nasze ostatnie przed zimowe wyjście na plac, wspólne, cała trójką:). W takim towarzystwie mogliśmy Wojtusiowi zapewnić frajdę ze zjeżdżalni, Mama pomagała wspiąć się na podest, Tata asekurował zjazd. W sobotnie słoneczne popołudnie wybrałam się tym razem sama na ten sam plac zabaw, wyciągam Wojtka z wózka i zanim się obejrzałam poleciał na „budowle” ze zjeżdżalnią, sam się wspiął, sam usiadł, sam nogi wywinął, sam zjechał i pobiegł dalej i tak ze trzydzieści razy:). Ja stałam w szoku, niby obserwuje go każdego dnia, niby wiem, że umiejętności małego wspinacza poszły do przodu, ale to był jak skok o trzy miesiące i to dosłownie. Co robi dumna Mama w takiej sytuacji, kręci filmik, dzwoni do Taty, a później raczy tą opowieścią bliskich przez cały weekend. Powiedzenie „Jak ten czas leci” przy dzieciach nabiera zupełnie innego znaczenia.
Stojąc tak na tym placu i podziwiając moja pociechą zastanawiałam się jak fajnie nasze spacerki ewaluują, Najpierw były spacerki do parku, ławka, ciekawa lektura, aby dziecię jak najdłużej spało na świeżym powietrzu. Potem pierwszy raz w piaskownicy, huśtawka, karuzela, trzeba było podtrzymywać za rączki, budować babki w piasku i całą uwagę skupiać na małym urwisku. Teraz przechodzę w etap asekurantki, stoję dosyć blisko, obserwuje, proponuję zabawy, dodaję pewności, pomagam. Niebawem już, wrócę do korzeni i będę tylko obserwatorem, siedzącym na ławce interweniującym tylko kiedy będzie konieczność:)