PASSWORD RESET

Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

SZCZĘŚLIWE MACIERZYŃSTWO JEST PASSE

2.81K 11
Ostatnio modne jest narzekanie na macierzyństwo, nieprzespane noce, ciągle czegoś chcące dzieciaki, zero czasu dla siebie, jednym słowem nie tak to miało wyglądać…Telewizja nam sprzedaje obraz wiecznie zadowolonej i zadbanej Mamy i uśmiechniętych od uch do ucha bobasków, co zjedzą wszystko co im się przygotuje, nigdy nie marudzą, ale przyznanie się, że tak może naprawdę wyglądać twoje życie jest passe, teraz się narzeka:).
Ja to chyba jestem jakaś dziwna i moje dziecię chyba też, moje prawie dwuletnie macierzyństwo nie dało mi w kość, przynajmniej nie na tyle żeby się nad tym rozczulać, czuć się oszukanym, ze miało być tak pięknie a nie jest. Oczywiście zdarzały się gorsze chwile, niezadowolenie w pewnych sprawach o których pisałam (Kilka słów o karmieniu naturalnym, Początkujący rodzice to idioci), ale nie były to przeżycia tak intensywne, żeby zdominowało to mój pogląd o macierzyństwie. Przyznam się bez bicia, że moje wyobrażenie o ciąży nijak się miało do rzeczywistości (o tym też pisałam), w kwestii jednak samego macierzyństwa moje wyobrażenie nie miało nic wspólnego z tym lukrem w telewizji. Dlaczego? Dlatego, że ciągle słyszałam: „teraz wam się skończy”, „wyśpij się zawczasu”, „zobaczysz jak to jest nie mieć czasu dla siebie” i mogłabym tak wymieniać:). Gdy urodził się Wojtuś spodziewałam się kilku miesięcy dramatu, wrzasków, bez spania, a tu proszę miłe zaskoczenie. W nocy musiałam wstawać co dwie godziny, ale Wojtek przyzwyczaił mnie do tego będąc jeszcze w brzuchu (latanie do kibelka i ograniczone pozycje robiły swoje), zadziwiające jest jak szybko człowiek uczy wypoczywać się w dwie godziny. W dzień moja pociecha głównie spała, a jak nie spała to z ciekawością obserwowała świat, pozwalało mi to bez problemu utrzymać porządek w domu, zrobić coś koło siebie, poszperać w necie, a nawet godzinami patrzeć się na jej słodkie minki. I żeby nie było, że ze mnie wyjątkowa szczęściara, moje koleżanki z małymi bąblami miewały jeszcze lepiej ich bobasy po 2 miesiącach przesypiały całą noc. Szczerze mówiąc to był piękny czas, teraz dopiero trzeba mieć oczy w d… i na każdym kroku uważać:).
Niejadek? popularny problem do narzekania, a co z jadkami? Mój synek piersi nie odmawiał, przybierał w takim tempie, że był atrakcją w przychodni na wizytach kontrolnych, jak zaczęły się stałe posiłki, to miał tylko jeden posiłek, zaczynał się o 8 rano i kończył na wieczór:) śmieje się i domaga jedzenia tak jak na reklamie Bobovity.
Jeśli chodzi o fantastycznie wyglądające i ze wszystkim radzące sobie Mamy, to czy nie przypadkiem my same narzucamy sobie taki rygor. Ja ciągłe tylko słyszałam „nie przejmuj się”, „oszczędzaj się”, „wam wolno”, a i tak latałam ze szmatą, żeby goście nie pomyśleli sobie że mam brudno i sobie nie radze. Szykując się do wyjścia, po prostu chciałam wyglądać dobrze, dla siebie i  wydawało mi się, że wszyscy będą mnie oceniać nie dlatego, że sprzedaje się Mamom taką papkę w telewizji, ale dlatego że sama takie świeżo upieczone Mamy kiedyś oceniałam (już tego nie robię:)). Nie dziwie się więc Mamom celebrytką, które za wszelka cenę chcą wróci do formy i ładnie wyglądać jak po dwóch tygodniach wszyscy już je obserwują i czekają na ich potknięcie.
Takie narzekanie doczekało się swoich akcji w internecie i nie tylko. Akcji „Macierzyństwo bez lukru” mocno kibicowałam i kibicuję. Stworzona w szlachetnym celu, dla Mikołajka, gromadzi teksty blogowe Mam napisane w chwilach bezradności, irytacji, niezadowolenia pokazujące macierzyństwo z tej „ciemnej strony”. Podziwiam dziewczyny, że odważyły się o pewnych rzeczach napisać, wymagało to zapewne od nich nie lada odwagi, przypatrywałam się jednak temu z pewnymi obawami. Umieszczając w jednym miejscu posty wywołane tak skrajnymi emocjami buduje się obraz okropnego macierzyństwa z którym nie mogę się utożsamiać i dla wielu może być nie zrozumiały. Moje obawy się potwierdziły, na akcje polała się fala krytyki, osób nie rozumiejących intencji autorki pomysłu. Mimo, że sama z wieloma tymi tekstami mogłabym polemizować, to trzymam kciuki ze względu na Mikołajka.
Kolejna akcja oparta na ciemnych stronach macierzyństwa to magazyn „Bachor – Bezradnik dla nieudacznych rodziców”. Autorzy przypisując sobie ogromne poczucie humoru, niestety w sposób pogardliwy opisują zmagania z dzieciakami. Wierzcie mi ja mam ogromne poczucie humoru, przeczytanie takiego jednego tekstu wywołuje u mnie uśmiech, poniekąd rozumiejąc dowcip autorów, kolejne jednak budzą we mnie nie smak. Bo ile można czytać o bachorze, o darciu ryja, bycia beznadziejnym. Ciekawi mnie tylko, czy „gdyby dzieci miały głos”, byłby zadowolone z takiego opisu ich dzieciństwa, bo mnie by to śmieszyło przy pierwszej stronie, po kolejnych zrobiłoby mi się przykro.
Moda i chyba uwielbienie polaków do narzekania, sprawia że takie akcje są popularne i trochę to smutne, że nawet w szczytnym celu trzeba iść w kierunku narzekania, aby wybić się z normalności. A ja posiedzę w tej normalności, w pozytywnych aspektach mojego macierzyństwa. Moja pociecha bachorem nie jest, nawet jeśli ma „dzień zmierzlaka”, nie drze ryja i nie zasrała mi życia:). Nie muszę od niego „odpoczywać”, chociaż ciągle mi to ktoś sugeruje. Wolę jego słodkie minki, chochliki w oczach i rechot jak się go łaskocze, a na lekturę obieram spokojne blogi Mam piszące szczerze, naturalnie i nawet jeśli pojawi się tam post „z tej ciemnej strony” to przeczytam ze zrozumieniem i pocieszę komentarzem.

Jak się doczekam drugiego dziecka, to dla odmiany może da mi popalić i bardziej będę się utożsamiać z tymi akcjami:). Wiem, że dzieci są różne i Mamy też, więc Mamy, które miały więcej gorszych chwil w macierzyństwie niż lepszych niech nie poczują się urażone tym tekstem. Tak ja każdy ma prawo do narzekanie, tak ja mam prawo do bycia niepoprawną optymistką:)

Leave A Reply