Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

KĄCIK DLA DZIECI W URZĘDACH

SHARE
, / 3092 12
Kąciki dla dzieci w rożnego rodzaju urzędach to fantastyczna sprawa. Urząd taki od razu zyskiwał w moich oczach – bo to tak przyjaźniej dla rodziców, miło że ktoś o tym pomyślał. Tak mi się przynajmniej wydawało, dopóki wciąż przekonana do pozytywów płynących z takiego kącika z niego skorzystałam i po tym jedyne co przyszło mi na myśl to: P….ny kącik dla dzieci.

A było to tak… Byliśmy zmuszenie z mężem załatwić pewne sprawy urzędowe, które wymagały obecności nas dwojga, ponieważ nie mamy możliwości szybkiego „podrzucenia” Wojtka Babci, czekała nas przeprawa we trójkę. Pomyślałam, a co tam we dwójkę damy rady, w końcu pewnie są tam kąciki dla dzieci:) Pierwszy urząd – kącik ograniczał się do dywanu w autka i siedziska dla dzieci, był jeszcze napis, że nie można zostawiać tam dzieci bez opieki osoby dorosłej – bo chyba uciekły by z nudów. Troszkę byłam rozczarowana, ale przynajmniej mieliśmy gdzie siedzieć – długopis i kawałek kartki załatwiły sprawę i wszystkie urzędowe sprawy zostały w spokoju załatwione. Drugi Urząd to już zupełnie inne wyzwanie, działy, kolejka i spory czas oczekiwania, ale również śliczny kącik dla dzieci tradycyjny w stylu Ikei. Bez zastanowienia męża wysłałam do kolejki z poleceniem by zadzwonił jak będę potrzebna:). Szybko tego planu pożałowałam, jak Wojtuś przyssał się do Ikeowski zabawek. „Będzie cyrk” – pomyślałam i był. Starałam się go uniknąć, powtórzyłam kilka razy, że jak Tato zadzwoni to na chwile pójdziemy coś podpisać i wrócimy, prosiłam nic:(. Jak nastał ten moment – płacz, ryk, nieszczęśliwego dziecka i nieradząca sobie matka – taki obraz zawitał w urzędzie. Przy drugim podpisie Pani w urzędzie pozwoliła mężowi pofatygować się do p….nego kącika.
Sytuacja ta dała mi do myślenia. Co miał autor na myśli tworząc taki kącik z napisem „tylko pod opieką dorosłych”. Jak Mama z dzieckiem ma załatwić sprawy w urzędzie, skoro dziecko bez niej nie może się tam bawić, a jeśli ma przyjść z kimś, to nie lepiej zostawić bąbla z tą osobą w domu i podarować jej wątpliwą przyjemność jaką jest wizyta w urzędzie? Pół biedy kiedy jest to małe pomieszczenie w banku, ale kiedy musimy załatwić coś w urzędzie na kilku piętrach to jakie zastosowanie ma taki kącik? Po za tym to troszkę nie fair w stosunku do małych bąbli, posadzić ich w krzesełkach otoczyć zabawkami a po 10 minutach: „sorry, ale już idziemy” albo „trzeba przybić pieczątkę na 3 pietrze”. Z całego serca nie dziwiłam się frustracji mojego syna. Okazało się, że im mniej zabawek tym lepiej, a najlepiej w ogóle.
Ostatnio byliśmy załatwić paszport Wojtkowi i cała nasza trójka musiała się stawić w urzędzie, nie było tam żadnego kącika! na szczęście:). Wojtek zainteresował się schodami, resztę dopełniła książeczka i autko – obyło się bez krzyku i płaczu.
Słyszałam gdzieś o projekcie, gdzie w urzędach ma być pokój dla dzieci z opiekunem – to by miało sens, chociaż nie wiem czy bym zostawiła dziecko pod opieką zupełnie obcej osoby.
A tymczasem wizyty w takich miejscach z dzieckiem ograniczam do minimum, kąciki omijam szerokim łukiem i do torebki wrzucam kilka gadżetów, które zapobiegną nudzie:).

Napisz Odpowiedź