PASSWORD RESET

Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

PREZENT DLA DWULATKA – ROWEREK BIEGOWY

2.82K 6
Urodziny już dawno za nami, ale dopiero teraz mam o czym pisać:) Już wyjaśniam…
Udało nam się uniknąć wielkich, nieporęcznych, drogich, szybko nudzących się zabawek na urodziny Wojtka. Goście wiedząc, że urządzamy mu pokój, woleli wspomóc nas w tym przedsięwzięciu. Jednak dzięki współpracy ze sklepem mimokids.pl Wojtuś otrzymał od nas specjalny prezent – ROWEREK BIEGOWY.

Jako Mama dużo czytająca o „ciekawostkach rozwojowych” strasznie napaliłam się na taki rowerek bez pedałów. Ponoć jest to idealne rozwiązanie do nauki jazdy na rowerze i utrzymywania równowagi. Dziecko zamiast koncentrować się na pedałowaniu (przy jednoczesnym opanowaniu kierowania i równowagi), oswaja się najpierw z rowerkiem, uczy się równowagi i szacowania prędkości, skręcania, co pozwala później w bezstresowy i bezpieczny sposób przesiąść się na rower z pedałami. 
Drugie urodzinki obchodzone w lipcu wydawały się świetną sposobnością na taki prezent, w końcu całe lato na jeżdżenie na tym cacku było przed nami. Wybór padł na rowerek polskiej firmy TupTup model LIMO 2+. Dlaczego taki model, bo to jeden z nielicznych takich rowerków już dla dwulatków, a że moja pociecha wzrostem nie grzeszy był to najlepszy wybór. Rowerek jest solidnie wykonany, ma antypoślizgowe rączki, bezpiecznie ograniczony skręt kierownicy i regulowane siedzisko (32-41 cm), co czyni go produktem rozwojowym:). Dodatkowo ma materiałowy koszyczek na picie czy skarby Wojtka, nie jest też ciężki.  Jednym słowem w oczach Mamy idealny – niestety jak się okazało tylko w moich oczach, dlatego do tej pory nie miałam o czym pisać. Za taki stan rzeczy w zasadzie mogę podziękować wspaniałym gościom, którzy podczas wręczenia prezentu wypalili z tekstem „on nie ma pedałów, przecież się na nim wywróci!”. Wojtek rezolutnie oczywiście wychwycił to w mik i na moje zapytanie „czy mu się podoba i czy spróbuje na nim usiąść” odpowiedział „NIE, BAM, BAM”. Tak oto rowerek na całe lato popadł w niełaskę, nie pomagały taktowne zachęty, wspólne spacery z rowerkiem nawet na wyraźną prośbę Wojtka kończyły się noszeniem rowerka pod pachą, a z ust Wojtusia wydobywały się jedne słowa „BAM, BAM”. Aż pewnego pięknego dnia jakiś miesiąc temu mój syn postanowił pojeździć sobie na rowerze po domu, ku mojemu zaskoczeniu szło mu to całkiem nieźle. Kując żelazo póki gorące, zaproponowałam następnego dnia spacer z rowerkiem, Wojtek z radością się zgodził, postawiłam jednak warunek: Mama dźwigać nie może, więc rowerka nosić nie będzie. Mój smyk bez marudzenia cały spacer spędził na rowerze, a do krótkich on nie należał. Teraz korzystając z ostatnich podrygów złotej polskiej jesieni wychodzimy na rowerek. Wojtek czyni coraz lepsze postępy, na początku powoli chodził z rowerkiem między nogami, teraz już nawet siada i się odpycha podnosząc nogi do góry i co raz sprawniej utrzymuje równowagę.
Widzę, że „jazda” ta sprawia mu radość, a czy w przyszłości pozwoli nam to uniknąć prowadzenia za kij i czterech kółek, czas pokaże…