Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

CZY DZIECKO WSZYSTKO ZMIENIA?

SHARE
, / 731 6
Urlop świąteczno- noworoczny mogę uznać za zakończony (chociaż niewiele wypoczęłam:)) czas wróci do blogowania:). A nowy rok często skłania nas do refleksji nad naszym życiem i mnie to nie ominęło, zaczęłam rozmyślać ile prawdy jest w popularnym sloganie, że dziecko zmienia wszystko?

Początkowo wydawało mi się, że w naszym przypadku pojawienie się potomstwa nie wiele zmieni w życiu, tzn planowaliśmy nie podporządkowywać się dziecku, a dziecko podporządkować naszym codziennym zmaganiom. Myślę, że w dużym stopniu nam się to udało, nasze pasje i zainteresowania stały się co prawda mniej intensywne, ale nasza pociecha stała się ich częścią. Generalnie więc nasze życie nie uległo większym zmianom, jest oczywiście mniej czasu na pewne rzeczy, trzeba być bardziej zorganizowanym i elastycznym, ale przy odrobinie kreatywności da się wszystko pogodzić. Na pewnym polu jednak dokonały się w moim życiu zmiany, które nie od razu dostrzegałam. Człowiek często uczepi się jednego planu życiowego i się go trzyma za wszelką cenę w obawie, że jego zmiana może być niekorzystna, wydaje mu się, że to postępowanie jest właściwe. Tak u mnie wyglądało to w sferze zawodowej, dosłownie uczepiłam się jednej drogi myśląc że jest słuszna i wszystkie napotkane przeciwności skutecznie ignorowałam, myśląc jakoś to będzie – teraz się nie wycofam. Dopiero pojawienie się małego brzdąca uświadomiło mi, że droga ta nie do końca jest właściwa. Nie był to grom z jasnego nieba, wszystko powoli zaczęło się kiedy musiałam wrócić po macierzyńskim do pracy. Nagle okazało się, że niezbyt chętnie chcę do niej wrócić, choć zawsze wydawało mi się że ją lubię. Coraz gorsze perspektywy, przeciwności, które wymagały poświęceń, sprawiły że nie miałam już do tego serca, a na szale postawiono cenny czas, czas spędzony z rodziną, którego mi nikt nie odda. I nie chodzi mi tu o podstawowy czas pracy rodzica:), bo nie uważam aby dziecku działa się krzywda gdy spędza go z zaufaną osobą, babcią czy innymi dziećmi. Niestety musiałabym poświęcić znacznie więcej tego czasu, aby zrealizować postawione sobie kiedyś cele, które w efekcie nie dałyby mi satysfakcji. 
Wtedy też zaczęłam prowadzić ten blog, ku memu zaskoczeniu okazało się, że daje mi to wiele satysfakcji i przyjemności, poznałam wirtualnie wiele ciekawych osób, podjęłam współpracę i z jednej tej współpracy wykreowały się dla mnie nowe możliwości. Z możliwości tych skorzystałam, mimo iż wiedziałam, że jest to pewne ryzyko i nie do końca spotka się to ze zrozumieniem bliższych i tych dalszych.Teraz moja już nie nowa praca daje mi więcej satysfakcji, nie mam poczucia, że coś tracę i poświęcam. Nie męczę się i do niczego się nie zmuszam. Dodatkowy plus to praca w branży dziecięcej, więc mogę wykorzystać moje prywatne doświadczenie i odwrotnie:). Jestem oczywiście świadoma tego, że to może nie trwać wiecznie, ale jestem optymistką, że niełatwe decyzje, które podjęłam były dobre.
Mogę śmiało powiedzieć, że siłę do tych zmian dał mi synek, a że zmiana jest o 180 stopni (zupełnie inna branża, inny rodzaj pracy) to stwierdzenie, że „dziecko zmienia wszytko” jest tu jak najbardziej na miejscu:).
Ciekawe jakie zmiany szykują się przy drugim synu:).