Jak wychować dziecko i nie zbankrutować. Jak wybrać najlepsze produkty dla swojej pociechy i nie dać się zwariować.

BĘDĘ PRZEDSZKOLAKIEM

SHARE
, / 1186 0
Wielkimi krokami zbliża się wrzesień, oznacza to że Wojtek stanie się przedszkolakiem:) i za sprawą pewnego artykułu w prasie dla rodziców zaczynam panikować…
Akcja adaptacja to tytuł artykułu mówiącego o przygotowaniach gdy nasza pociecha idzie po raz pierwszy do przedszkola. W sumie to ciekawie rzeczy tam napisano i zgodnie z tym od jakiegoś czasu prowadzę rozmowy z Wojtkiem o przedszkolu w sposób zawsze pozytywny i zachęcający. Mimo iż w przedszkolu do którego się dostał nie ma zajęć adaptacyjnych, kilka razy na spacerze byliśmy w okolicy pokazując mu budynek i plac zabaw. Jak się Wojtek zachowa w tak dużej grupie nie mam pojęcia, zazwyczaj nie ma problemu z nawiązywaniem znajomości z dziećmi, z drugiej strony jest uparty i często musi być tak jak on chce co może być początkiem konfliktu. Najbardziej jednak w tym artykule przeraził mnie proponowany trening samodzielności, coś o czym wcześniej zupełnie nie pomyślałam. Wynika z niego, że trzylatek powinien się sam ubierać, załatwiać (w tym podcierać) i jeść. Naprawdę? Moja pociecha umie zawołać jak chce siku, nawet potrafi je zrobić sama tzn. ściągnąć spodnie, otworzyć deskę, zamknąć, gorzej z podciąganiem spodni, przy grubszej sprawie ostatnio nawet próbuje się podcierać, ale robi to jak trzylatek:) nie zawsze dokładnie. Z ubieraniem się jesteśmy w lesie, zdecydowanie lepiej idzie rozbieranie. Z butami różnie bywa zazwyczaj kończy się na rozpięciu rzep i „Mamo pomóc”. Najlepiej jest z jedzeniem, chociaż i tu mamy często problem z porzuceniem widelca na rzecz rączek i późniejszym wycieraniem ich w koszulkę:).
I z jednej strony rozumiem, że nauka tego wszystkiego jest dużym ułatwieniem dla Pani w przedszkolu, ale mój syn nie wydaje mi się niezdarą czy mała samodzielny jak na swój wiek, ale może się mylę i zostanę w oczach przedszkolanki TĄ MATKĄ, która jeszcze nie nauczyła dziecka ubierać się samemu.
I w ogóle co chwilę męczą mnie obawy jak to będzie, czy się zaadaptuje, czy otrzyma dość zrozumienia od opiekunki, czy będzie go w stanie uspokoić gdy zacznie histerycznie płakać jak się wywali. Na szczęście z mową u niego jest całkiem nieźle, więc powinien się dogadać, ale nie raz trzeba się przysłuchać. Przez pierwsze dwa tygodnie września będę na urlopie, potem powrót do pracy, mam nadzieje że te dwa tygodnie pozwolą mi uczestniczyć w adaptacji młodego do przedszkola i wprowadzić w jego życiu rytm, nie wykluczam że zacznę obgryzać paznokcie począwszy od pierwszego dnia:) I nie wiem czego się mogę po pierwszym dniu spodziewać, czy będę mogła zostać tam kilka chwil, żeby się oswoi, odebrać wcześniej czy lepiej od razu na 5 godzin? Jak wyglądały pierwsze dni waszych pociech w przedszkolu?

I czemu rodzic tak bardzo przeżywa pójście swojej pociechy do przedszkola:)?